To jedna z moich ulubionych rozrywek na wybrzeżu między posiadłością MiratecArts Galeria Costa a Oceanem Atlantyckim – tym miejscem, które nazywam „końcem świata”, bo dalej nie ma już lądu aż do Antarktydy. Powinienem to robić częściej. Chodzić. Myśleć o „nieskończoności i tym, co dalej”, bez żadnych ograniczeń. To daje ogromną satysfakcję.

Uwielbiam ten zakątek świata, który 15 lat temu postanowiłam nazwać swoim domem. To niesamowite, jak szybko mija czas. Dodając te lata dorosłego życia do tych, które spędziłam tu jako dziecko, mieszkałam na tej górskiej wyspie równie długo, co w moim kraju urodzenia. Są w życiu wybory, o których dopiero po latach dowiadujemy się, że były słuszne. Ten wybór był jak wygrana niespodziewanej nagrody. Udało mi się być z rodzicami w ich ostatnich latach życia i zbudować projekt życiowy, który dla mnie zakończy się dopiero wtedy, gdy mnie już tu nie będzie. To satysfakcjonujące.

Sierpień to dla wielu miesiąc wakacji. Dla mnie to czas porządków, zmian, planowania czegoś innego, a także tworzenia kalendarza wydarzeń kulturalnych i artystycznych na przyszły rok. To praca.

Przybycie na Azory w samym środku miesiąca turystycznego chaosu, słońca i domów pełnych emigrantów nigdy nie jest dobrym przygotowaniem na to, co ma nadejść. Mgła, krowy z ich „muu”, puste domy i błysk pioruna, który rozsuwa zasłony, odsłaniając błękitne niebo – wszystko to pojawia się, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Takiego scenariusza nie da się wymyślić. Natura jest najpiękniejszym płótnem, które nieustannie się odnawia. Dlaczego my nie mielibyśmy zrobić tego samego? To jest fajne.

Codziennie rozmawiam z innymi artystami. Niezależnie od tego, czy są to talenty z wyspy, regionu, czy z daleka. Marzymy, zadajemy pytania, tworzymy, planujemy, myślimy, kochamy… bo to pasja, którą można wyrazić tylko poprzez to, co robimy. Pisanie, rysowanie, muzyka, taniec, teatr, film, rzeźba, wyobraźnia. To wzbogacające doświadczenie.

Nie ma znaczenia, dokąd się udam na świecie. Zawsze są gorsze i lepsze miejsca. Ale kocham tę ziemię, nawet z jej opuszczonymi szlakami lub tymi zniszczonymi przez ostatnią burzę. Zawsze słyszałem, że nie ma miejsca jak dom. Zgadzam się. A to jest mój dom. Z małej miejscowości Mirateca, w parafii Candelária, w gminie Madalena, na wyspie Pico, na Azorach, w Portugalii. To najlepszy zakątek mojego raju. Wyobraź sobie, gdyby wszystko wokół nas działało jak należy. To byłaby utopia!

autor: Terry Costa (dyrektor artystyczny, producent, działacz kulturalny)

Zdjęcie: Terry Costa, autor: Luís Godinho, w MiratecArts Galeria Costa