Jest 8.30 rano, a w powietrzu unosi się rześki chłód. Bogate, jedwabiste fondue bulgocze, a regionalne białe wino zostało starannie połączone z nim, aby wydobyć jego wyjątkowy smak.
Zazwyczaj nie jem topionego sera i nie piję wina do śniadania. Ale to wyjątkowa okazja. Dołączam do sześciu sędziów podczas pierwszej z 10 degustacji fondue, które odbędą się tego dnia. Celem jest wybranie pysznych dań, które powinny znaleźć się w finale tegorocznego jesiennego festiwalu kuchni Toquicimes - odbywającego się co roku w październiku w górzystej miejscowości Megève, w regionie Owernia-Rodan-Alpy w południowo-wschodniej Francji.
To poważna sprawa. Ta pierwsza propozycja jest wspólnym dziełem restauracji Le Prieuré i Flocons Village i została stworzona przez poprzedniego zwycięzcę, szefa kuchni Emmanuela Renauta. Składniki obejmują czosnek w proszku (tylko trochę), szwajcarski gruyère, Reblochon, białe wino Savoie - i "sekret", który okazuje się być domowym ginem szefa kuchni.
Zanurzam chrupiący chleb w soczystej mieszance i obracam go, tworząc długi, sączący się serowy sznur, zanim pęknie (fondue jest zabawne). Masa ma intensywny smak umami i smakuje jeszcze lepiej, gdy obtaczam w niej wędliny na następny kęs.
Szczerze mówiąc, uważam, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek jadłem, więc nie zazdroszczę jurorom - składającym się z dwóch nagradzanych rzemieślniczych sprzedawców serów, dwugwiazdkowego szefa kuchni Michelin, Grand Maître de la Fondue Savoyarde (Stowarzyszenie Fondue), dygnitarza ratusza i dziennikarza regionalnej gazety.
Zgłoszenia pochodzą z wiodących restauracji i pięciogwiazdkowych hoteli w Megève, w tym Four Seasons i La Fromagerie w Grand Hôtel Du Soleil D'Or. Kryteria oceny obejmują smak (który zdobywa najwięcej punktów), estetyczny wygląd potrawy, sposób nakrycia stołu i inspirację stojącą za przepisem.
Odkryłem, że choć fondue jest najbardziej znane ze Szwajcarii, to ta górska potrawa ma długą tradycję we Francji i Włoszech. Megève to miejsce, w którym fondue po raz pierwszy pojawiło się w menu we Francji w 1946 roku. Mieszanka resztek sera, podawana na ziemniakach, była serwowana w wiosce już w 1880 roku w zajeździe dla dyliżansów należącym do rodziny Grosset - w miejscu, w którym obecnie znajduje się restauracja Le Chamois. Jest to niezwykle popularne danie wśród francuskich szefów kuchni, a Stowarzyszenie Fondue liczy 5000 członków.
Następnie odbywa się ogromny bankiet w formie bufetu w sali Chocolaterie w Grand Hôtel Du Soleil D'Or. Ponownie widzę sędziów fondue - zakończyli cztery degustacje, pozostało sześć. (Później dowiaduję się, że wszystkie 10 zgłoszeń dotarło do finału). Wciąż mają wystarczająco dużo miejsca, aby spróbować wędlin, pikli, serów, sałatki z soczewicy puy, komosy ryżowej, rzadkiej pieczeni wołowej i delikatnych wypieków.
Patrzę, jak sędziowie udają się na kolejną degustację, myśląc, że będą dziś dobrze spać - a może nie tak dobrze, jeśli teorie o serowych snach są prawdziwe.
To już półmetek 48-godzinnej gastronomicznej odysei, podczas której mój umysł i talia rozszerzyły się z zachwytu. Fondue nie jest jedynym kulinarnym klejnotem, który odkrywam podczas mojej wizyty w tej uroczej wiosce, położonej u podnóża ośnieżonego Mont-Blanc.
Kredyty: PA;
Pierwotnie opracowany przez rodzinę Rothschildów jako ośrodek narciarski, który miał rywalizować z efektownym St Moritz, Megève jest również idealnym miejscem na sezon letni i jesienny z ponad 132 restauracjami, polem golfowym, e-rowerami górskimi i licznymi szlakami turystycznymi. Zaprzęg konny wiezie mnie przez brukowane uliczki, wyłożone alpejskimi budynkami ozdobionymi kolorowymi skrzynkami z kwiatami.
W Studio Givre tworzę własny koktajl pod okiem miksologa Thomasa Bencze. Najpierw, jak mówi, muszę nauczyć się, jak zrobić proste podstawowe Daiquiri - mieszankę soku z limonki, wody z cukrem i białego rumu, rozbitą kostkami lodu w celu wzmocnienia smaku przed odcedzeniem do szklanki.
Następnie przechodzę do własnego. Proponuję moje ulubione smaki - imbir i gin. Nie mam pojęcia, czy pasują do siebie, ale Thomas jest bardzo zachęcający. Rozdrabniam surowy imbir i zastępuję rum ginem, a wodę z cukrem syropem z mango. Rezultat jest zaskakująco fantastyczny, zwłaszcza gdy na koniec do mikstury dodaje się yuzu.
Thomas kończy wizytę żonglując shakerami do koktajli i butelkami z alkoholem, po czym podpala korki trzech butelek i zionie ogniem. Najwyraźniej bierze udział w "ekstremalnych konkursach barmańskich".
Po koktajlowym aperitifie udaję się do Le Torrent - przytulnej restauracji z tarasem ze stolikami z widokiem na krystalicznie lśniący strumień.
Wśród przystawek są grzyby z malinami, pomidory z peklowaną szynką i ślimaki z masłem pietruszkowym. Ja wybrałam szpik kostny na grzance ze świeżo startymi truflami - ponieważ nigdy wcześniej nie próbowałam żadnego z tych dań (nie sprawdzaj, ile kalorii ma szpik kostny, bo nigdy go nie zamówisz). Dania główne obejmują francuskie klasyki: polędwicę wołową, kurczaka supreme i tartiflette.
Na deser jeden z gości zamawia profiterole - spodziewając się kilku niewielkich porcji. Jest to jednak deser o obwodzie małego talerza obiadowego z kilkoma gigantycznymi gałkami lodów umieszczonymi pomiędzy dwoma gigantycznymi ciastkami ptysiowymi, podawany z dzbankiem lepkiego sosu czekoladowego. Jest podawany dookoła stołu, a nawet oferowany innym gościom - pozostaje niedokończony, choć nie niekochany.
Hotel Four Seasons został zbudowany niecałe 10 lat temu i zyskał ogromną reputację dzięki wyśmienitej kuchni - w tym japońsko-peruwiańskiej restauracji fusion Kaito.
Jestem tutaj, aby spotkać się z szefem kuchni Jonathanem Chapuy, który prezentuje cztery wykwintne kreacje w bogatym otoczeniu Glass Baru. Moim faworytem jest rabarbar z kwiatem czarnego bzu i croustillant z orzechów laskowych, choć Jonathan preferuje deser morelowy z kwiatami meadowsweet zebranymi z żywopłotów. Wszystkie składniki są sezonowe - zimą Jonathan wykorzystuje jabłka i gruszki.
Desery można zamówić na wynos, podobnie jak rogaliki śniadaniowe (w tym jeden wypełniony crème brûlée).
Zatrzymuję się w rezydencji l'Éclat des Vériaz - ekskluzywnym połączeniu pokoi hotelowych i całych domków do wynajęcia lub zakupu. Na miejscu zostałem powitany kieliszkiem szampana Paul Goerg i piknikiem pełnym smakołyków, w tym spektakularną kanapką klubową, sałatkami z komosy ryżowej i kurczaka oraz puddingiem przygotowanym przez Les Chefs s'encanaillent - prywatnego szefa kuchni. W samym obiekcie znajduje się dyskoteka glitterball w jednej z toalet oraz nowo wybudowane spa z krytym basenem zewnętrznym.
Tuż przed odlotem na lotnisko w Genewie zatrzymujemy się na ostatni lunch w restauracji Heritage w Les Chalets Du Mont d'Arbois - kwintesencji drewnianego alpejskiego hotelu. Z jadalni roztacza się widok na dolinę - dziś spowitą chmurami, z których później spadnie deszcz. Lunch to wysublimowany, gotowany przez całą dobę gulasz z wołowiny i bakłażana, podawany z kremowym, bujnym puree. I, co może być zaskakujące, wciąż mam apetyt na deser z borówek przyrządzonych na cztery sposoby.









Follow us on social media