Niektórzy z nas mogą być skłonni myśleć, na przykład, że mamy boskie prawo do centralnego ogrzewania i Wi-Fi. A co z założeniem, że awokado będzie dostępne przez cały rok?

Całe pokolenia, w tym moje własne, dorastały w świecie, w którym niedobór jest czymś, co przytrafia się innym ludziom, w innych miejscach, najlepiej w wiadomościach między pogodą a biuletynami sportowymi. W dość spektakularny sposób pomyliliśmy wygodę z trwałością.

Nie jest to jednak wyłącznie nasza wina. Jeśli rodzisz się w systemie, który działa (mniej więcej), zakładasz, że będzie on działał w nieskończoność. Supermarkety uzupełniają paliwo w ciągu nocy, benzyna i olej napędowy są po prostu wysysane z ziemi na stacjach benzynowych, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nawet paczki docierają do naszych drzwi za jednym kliknięciem myszy. Wszystko to wydaje się mniej triumfem globalnej koordynacji, a bardziej po prostu tym, jak się rzeczy mają.

Prawda jest jednak znacznie mniej pocieszająca. Ten świat obfitości nie jest czymś oczywistym. Jest to kruchy, skomplikowany balet statków, rurociągów, umów handlowych, stabilności politycznej i szczerze niepokojącego poziomu globalnej współzależności. Ale wszystko to balansuje na krawędzi noża. Wystarczy pociągnąć za jedną nitkę, a całość zaczyna się chwiać. A teraz, gdy wojna po raz kolejny ogarnęła Bliski Wschód, miejsce, które znajduje się dość niewygodnie na ogromnych rezerwach ropy naftowej i znajduje się na skrzyżowaniu globalnej logistyki energetycznej. Prowadzenie wojny w tym miejscu jest równoznaczne z szarpaniem jednej z najgrubszych, najbardziej nośnych nici w całym systemie.

Świat obfitości

Współczesne życie wygląda następująco. Zależy ono od energii. Nie w mglistym, filozoficznym sensie, ale w brutalnie dosłownym. Ropa naftowa i gaz ziemny to nie tylko paliwa - to siła napędowa całej globalnej gospodarki. Zasilają statki, samoloty, ciężarówki i traktory. Wszystko. Ropa naftowa jest składnikiem tworzyw sztucznych, nawozów, a nawet farmaceutyków. Ropa naftowa kształtuje praktycznie każdy aspekt codziennego życia. Zakłócenie tego kluczowego przepływu ropy naftowej i jej pochodnych powoduje nie tylko wzrost cen benzyny, ale także kaskadę innych katastrofalnych konsekwencji.

Najpierw pojawiają się skoki cen energii. Paliwo staje się droższe, co oznacza, że logistyka staje się droższa, co oznacza, że wszystko inne staje się droższe. Twoja poranna kawa nie tylko teleportowała się do kawiarni; była uprawiana, przetwarzana, wysyłana, palona, pakowana i dostarczana. Wszystko to nagle kosztuje więcej, gdy dostawy ropy są zagrożone. Następnie pojawia się mniej oczywista kwestia. Łańcuchy dostaw. Te rozległe, niewidoczne sieci, które rozciągają się przez kontynenty, zaczynają się zacinać. Statki są opóźnione, trasy są przekierowywane, koszty ubezpieczenia rosną, a firmy, które już działają na cienkich jak brzytwa marżach dzięki opłacalnym modelom dostaw "dokładnie na czas", nagle odczuwają brak części, surowców lub obu.

Widać, że nie potrzeba wiele, by fabryki zwolniły, a półki w supermarketach zaczęły wyglądać na nieco puste. Jeszcze nie puste. Ale zaczniesz zauważać luki. Ta konkretna marka, którą lubisz, znika, a następnie substytut znika, zanim substytut substytutu staje się bardzo drogi. To może być moment, w którym ludzie zaczną zdawać sobie sprawę z czegoś głęboko niepokojącego. Cały ten system nigdy nie został zaprojektowany z myślą o odporności, został zaprojektowany z myślą o wydajności. Działa znakomicie, aż do dnia, w którym przestaje.

W międzyczasie konsekwencje gospodarcze rozprzestrzeniają się na zewnątrz. Inflacja rośnie, ponieważ koszty rosną wszędzie naraz. Banki centralne, w swojej nieskończonej mądrości, mogą zareagować podnosząc stopy procentowe, czyniąc pożyczki droższymi, a kredyty hipoteczne pną się w górę. W tym momencie firmy ograniczą działalność, a inwestycje spowolnią. Już teraz kruchy wzrost gospodarczy zaczyna jeszcze bardziej zwalniać. Tak więc dla milionów ludzi kryzys ten nie doprowadzi do abstrakcyjnej historii makroekonomicznej, ale będzie bolesny i osobisty, ponieważ cotygodniowe zakupy będą kosztować więcej. Już teraz nadmierne rachunki za ogrzewanie domu staną się źródłem prawdziwego niepokoju dla jeszcze większej liczby osób. Wakacje zostaną odwołane. Takie smakołyki znów staną się luksusem, a nie czymś oczywistym.

Błędne koło

Tutaj zaczyna się szok pokoleniowy. Ponieważ ci, którzy nigdy tak naprawdę nie doświadczyli trwałych trudności, poczują się zdradzeni. Świat miał stawać się coraz lepszy, wygodniejszy, z coraz większą obfitością. Teraz zamiast tego staje się nieprzewidywalny, drogi, groźny i ekskluzywny. Zmiana psychologiczna będzie głęboka. Ludzie zaczną kwestionować założenia, z których nawet nie zdawali sobie sprawy. Czy naprawdę tego potrzebuję? Czy mogę na tym polegać? Co się stanie, jeśli sytuacja się pogorszy? Dla niektórych odpowiedzią będzie dostosowanie się. Ludzie będą ograniczać wydatki, oszczędzać więcej i po prostu staną się bardziej sprytni. Inni będą się złościć. Złość na rządy, na korporacje, na system, który nagle przestał przypominać siatkę bezpieczeństwa, a zaczął przypominać chodzenie po linie.

W skali globalnej skutki będą jeszcze bardziej dramatyczne. Najbardziej ucierpią kraje rozwijające się, które już teraz działają na mniejszych marżach. Wyższe ceny energii i żywności mogą doprowadzić całe populacje do kryzysu. Zawirowania polityczne często podążają za niestabilnością gospodarczą z przygnębiającą przewidywalnością. Niestabilność oczywiście powraca do systemu, powodując jeszcze większe zakłócenia. To błędne koło, do którego zapoczątkowania nie potrzeba wiele.

Wojna z Iranem to nie tylko konflikt regionalny, to test wytrzymałościowy dla całego globalnego systemu, który niebezpiecznie przyzwyczaił się do płynnego działania. Obnaża to prawdę, że nasz świat obfitości zbudowany jest na fundamentach, które są znacznie mniej solidne, niż nam się wydaje.

Nie oznacza to, że upadek jest nieunikniony. Systemy dostosowują się, mogą pojawić się nowe szlaki dostaw, a alternatywne źródła energii zostaną przyspieszone. Rynki, na swój chaotyczny sposób, znajdują równowagę. Ale adaptacja wymaga czasu, a czas jest dokładnie tym, czego większość ludzi nie ma, gdy ceny rosną, a dochody nie.

Zmiana perspektywy

Co dzieje się dalej? Cóż, w krótkim okresie - dyskomfort. W perspektywie średnioterminowej - dostosowanie. A w dłuższej perspektywie - zmiana perspektywy? Bo jeśli jest w tym wszystkim jakaś pozytywna strona, to jest nią możliwość ponownego odkrycia. Ponowne odkrycie wartości, odporności, faktu, że obfitość nie jest prawem wrodzonym, ale przywilejem, którego utrzymanie wymaga wysiłku, współpracy i poświęcenia.

Może to również wymusić ponowne rozważenie priorytetów. Czy naprawdę potrzebujemy truskawek w grudniu? Czy wszystko powinno być wysyłane przez pół planety? Czy wydajność zawsze może być brana za pewnik? Chociaż nie są to efektowne pytania, nie nadają się do chwytliwych sloganów ani wirusowych tweetów. Mają one jednak teraz większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej.

Nasz wygodny zachodni świat nie jest gigantycznym automatem. Nie możemy po prostu nacisnąć przycisku i oczekiwać, że coś spadnie nam na kolana? Nasz świat to złożony, delikatny system, który wymaga ciągłego balansowania. Właśnie teraz ta równowaga jest testowana.

Dla pokoleń wychowanych na założeniu, że wszystko zawsze będzie dostępne, zawsze będzie przystępne cenowo i zawsze będzie łatwe; może się to okazać niegrzecznym przebudzeniem. Ale może to być również konieczne, ponieważ zrozumienie kruchości systemu jest pierwszym krokiem w kierunku jego wzmocnienia.

Oczywiście nikt z nas nigdy nie powinien tracić z oczu tych wszystkich niewinnych ludzi, którzy są zabijani i okaleczani. Ich los jest prawdziwą tragedią w tym całym szaleństwie.