Śnieg? Stan wyjątkowy. Wiatr? Stan wyjątkowy. Liście na torach kolejowych? Praktycznie koniec cywilizacji. A co do słońca? Cóż, słońce to oczywiście katastrofa, bo sprawia, że ludzie ustawiają się w kolejce „w samym środku Lidla” po nadmuchiwany basenik za 9,99 funta.
Pięćdziesiąt lat później
Od pięćdziesięciu lat o lecie 1976 roku mówi się z takim wzruszeniem, jakie zwykle rezerwuje się dla bitwy o Anglię lub ostatniego porządnego odcinka programu „Top Gear”. Każdy, kto ma ponad sześćdziesiąt lat, pamięta je z zadziwiającą wyrazistością.
Opowiedzą wam, że w cieniu było trzydzieści cztery stopnie, wszystkie zbiorniki wodne były puste, a deszczu nie widzieliśmy od tygodni. Prawie spodziewam się, że dodadzą, że dinozaury wędrowały po Basingstoke w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogłyby kupić lody „Fab”.
Potem nadszedł rok 2026. Całe pięćdziesiąt lat po wielkiej suszy z 1976 roku Wielkiej Brytanii jakoś udało się stworzyć kolejne upalne lato. Błękitne niebo rozciąga się od tygodni, termometry wydają się nieco niechętne do podawania nam rzeczywistych odczytów, a w każdym supermarkecie od Penzance po Perth szybko wyprzedano wentylatory elektryczne. A to jeszcze nie koniec, bo piszę to, zanim lato dobiegnie końca!
Dla kogoś takiego jak ja kuszące jest natychmiastowe sięgnięcie po oczywisty nagłówek: „Znowu mamy rok 1976”. Cóż… nie do końca. Widzicie, w 1976 roku ludzie po prostu radzili sobie z sytuacją. Otwieraliśmy okna, kupowaliśmy kolejnego loda na patyku i siedzieliśmy w ogrodzie, narzekając, że róże wyglądają nieco mizernie.
Mapa pogody
Natomiast w 2026 roku wszyscy zareagowaliśmy tak, jakby Słońce wypowiedziało Wielkiej Brytanii totalną wojnę. W każdym serwisie telewizyjnym widzimy prezentera stojącego przed mapą pogodową, która wygląda jak bramy piekła. Są ostrzeżenia pomarańczowe, czerwone, zdrowotne, dotyczące podróży oraz ostrzeżenia, które ostrzegają nas przed poprzednimi ostrzeżeniami. W końcu większość z nas niemal oczekuje, że rząd wyda zalecenie, by nie patrzeć bezpośrednio na światło dzienne.
Źródło: Pexels; Autor: Ylanite Koppens;
Statystycznie rzecz biorąc, istnieją rzeczywiste podobieństwa do roku 1976. Oba lata przyniosły długotrwałe okresy suszy. W obu przypadkach temperatury w wielu regionach sięgały około trzydziestu pięciu stopni, oba lata wypaliły pola do stanu przypominającego kruche ciastka, a nasze zbiorniki wodne wyglądały tak, jakby ktoś przypadkowo je opróżnił. Są jednak różnice. Noce w 2026 roku były często cieplejsze. Miasta zatrzymywały ciepło znacznie skuteczniej niż pół wieku temu. Klimatyzacja, która w 1976 roku była pojęciem znanym nam wyłącznie z amerykańskich filmów lub bardzo drogich samochodów marki Jaguar, nazywana była wówczas chłodnictwem. Jednak w 2026 roku klimatyzatory nagle stały się najbardziej poszukiwanym sprzętem AGD w upalnej Wielkiej Brytanii.
Prawdziwą różnicą nie była jednak pogoda. To my. W 1976 roku dzieci znikały po śniadaniu i wracały o zachodzie słońca z tajemniczymi obrażeniami, oparzeniami słonecznymi i cudzą piłką. Rodzice nie wiedzieli ani nie przejmowali się zbytnio tym, gdzie dzieci się podziewały. W 2026 roku każde dziecko nosi przy sobie smartfon, który pozwala zlokalizować je z dokładnością do trzech cali, a jednocześnie informuje je, że przekroczyło zalecany czas ekspozycji na promieniowanie UV o dwanaście minut. Najwyraźniej to jest postęp.
Wszystko zależy od czasu
A co z infrastrukturą? Wielka Brytania jakoś zdołała stworzyć sieć transportową, która działa idealnie w temperaturach od 11,4°C do 17,8°C. Poza tymi wartościami po prostu się poddaje. Jest za gorąco, za zimno, za mokro, za wietrznie albo za dużo liści. Jeśli NASA kiedykolwiek zechce przetestować sprzęt do przyszłych misji na Marsa, powinna najpierw sprawdzić, czy przetrwa on wtorkowe popołudnie na linii West Coast Main Line.
Tymczasem media społecznościowe pogrążyły się w chaosie. Połowa kraju publikowała zdjęcia bezchmurnych plaż z podpisem „Żyję jak w bajce”. Druga połowa wrzucała zdjęcia termometrów z ogrodów zimowych wskazujących 47°C jako zwięzły dowód na to, że cywilizacja faktycznie się kończy. Żadna z grup nie wydawała się szczególnie zainteresowana cieszeniem się rzeczywistą pogodą.
To, co sprawiło, że rok 1976 był magiczny, to nie tylko upał. Chodziło o moment. W tamtych czasach Wielka Brytania wciąż cieszyła się prawdziwym latem, a nasze wakacje szkolne wydawały się nie mieć końca. Nikt nigdzie się nie spieszył, a kanały telewizyjne wyłączały się z dnia na dzień. Nawet nasze sklepy były zamknięte w niedziele, a koszenie trawnika w dzień szabatu uważano za ogromną niegrzeczność. Najbliższą rozrywką było metalicznie brzmiące radio tranzystorowe i mecz krykieta na wiejskim placu. Ludzie faktycznie zwracali uwagę na zachody słońca, ponieważ nie mieli przed twarzą telefonów zbierających dane dla algorytmów. W 2026 roku wielu ogląda zachody słońca na sześciocalowych ekranach, a potem wrzuca je do sieci z siedemnastoma hashtagami i trzema motywującymi cytatami. Nic tak nie oddaje idei „życia chwilą” jak dwudziestopięciominutowa edycja zdjęć nieba.
Obejrzyj cały film tutaj 👇👇👇
Współczesny absurd
Jednak pomimo całej tej współczesnej absurdalności w 2026 roku wydarzyło się coś niezwykłego. Wielka Brytania naprawdę się uśmiechnęła, ogródki piwne pękały w szwach, sąsiedzi na nowo się odkryli, dzieci bawiły się na dworze, a zapach grillowanych potraw wypełniał wieczorne powietrze. Nie ma nic tak sugestywnego jak ten niepowtarzalny zapach przypalonych kiełbasek.
Każda ulica nabrała tego cudownie optymistycznego charakteru, charakterystycznego dla upalnej pogody. Ktoś nadmuchał basen, który był o wiele za duży na jego ogród. Ktoś inny kupił altanę, której nie potrafił złożyć. Jeszcze inni spacerowali bez koszulek, mimo przytłaczających dowodów, że nie powinni. Letnia pogoda nie zmienia jedynie temperatury, zmienia też nasze zbiorowe zachowanie. Nawet pracownicy biurowi stali się optymistyczni, spotkania kończyły się wcześniej, a krawaty dyskretnie znikały. Prawdopodobnie cierpi na tym wydajność, ale nikogo to tak naprawdę nie obchodzi.
Czy więc będziemy wspominać rok 2026 równie ciepło jak rok 1976? Oczywiście, że tak. Dzieje się tak, ponieważ nostalgia nie interesuje się faktami. Ona edytuje i wygładza, usuwając zakazy używania węży ogrodowych, bezsenne noce i osy wielkości wojskowych dronów lądujące w naszym piwie. Zamiast tego pamięta śmiech, długie wieczory, zimne (bez os) piwo, ciepłe chodniki i wakacyjne romanse. Być może zapamiętamy nawet zapach kremu przeciwsłonecznego zmieszanego ze świeżo skoszoną trawą.
Powrót do normalności
Za pięćdziesiąt lat ktoś przechyli się przez ogrodzenie i powie: „Wy, młodzi, nie wiecie, jakie macie szczęście. Pamiętam lato ‘26. To dopiero było prawdziwe lato”. Ich wnuki będą kiwać głowami, potajemnie zastanawiając się, dlaczego dziadek uparcie opowiada o pogodzie, jakby przeżył oblężenie Troi.
Gdzieś w tle brytyjskie koleje nadal będą sygnalizować opóźnienia, bo jest 29 stopni Celsjusza. Na szczęście niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
W końcu letnie słońce zniknie, dzieci wrócą do szkoły, trawa znów zazieleni się, a zbiorniki wodne będą przepełnione. Życie wróci do normy. Ale gdzieś, być może w rodzinnym albumie ze zdjęciami lub na wyblakłym wycinku z gazety, historie o długim lecie roku ’26 przetrwają. Opowieści o złotych wieczorach będą żyły dalej – nieco cieplejsze, nieco jaśniejsze i znacznie szczęśliwsze, niż prawdopodobnie były w rzeczywistości. Być może właśnie tak powinny być zapamiętane?
W przyszłym roku, kiedy przez całe lato będą szaleć wyjące wichury i nie przestanie padać, my, Brytyjczycy, zarezerwujemy w ostatniej chwili wycieczki do Algarve, ponieważ na pewno będziemy tęsknić za upałem sięgającym 35°C, na który tak dobrze potrafimy narzekać, gdy pojawia się na naszych własnych wybrzeżach. Niektórych ludzi po prostu nie da się zadowolić, prawda?







Follow us on social media