Kilka dni później wyszedłem to sprawdzić i zobaczyłem, że w tym samym miejscu wyrosły mlecze.

Na początku byłam rozczarowana. Nie tak to sobie zaplanowałam. Ale potem przyjrzałam się im dokładniej i zmieniłam zdanie. Co za zuchwałość! Ta czysta, bezkompromisowa śmiałość mniszka lekarskiego, by rosnąć dokładnie tam, gdzie chce, bez względu na oczekiwania, bez względu na to, czy został zaproszony. Zdałam sobie sprawę, że je podziwiam. Ich wytrwałość. Ich całkowitą obojętność na moje plany. Więc zostawiłam je. Okazuje się bowiem, że mlecze są pierwszym źródłem pożywienia dla pszczół wiosną, mają właściwości lecznicze, które są wykorzystywane od wieków, i moim zdaniem w ogóle nie zasługują na miano chwastów.

Doreen Valiente powiedziała kiedyś: „Roślina nie musi być rzadka, aby była magiczna”.

Zgadzam się z nią. A jednak żyjemy w świecie, który ma obsesję na punkcie rzadkości. Na punkcie doskonałości. Na punkcie tego, co wyselekcjonowane, przefiltrowane i wypolerowane, aż wszystkie krawędzie są gładkie i nic nie wygląda na nie na miejscu. W tym świecie perfekcji, retuszu i sztucznej inteligencji trudno jest odróżnić, co jest prawdziwe, a co nie. Daje nam to zniekształcony obraz rzeczywistości i może sprawiać, że czujemy, iż musimy dorównać temu, co widzimy na ekranach.

A większość z nas przegląda to każdego dnia. Obrazy nieskazitelnej skóry i idealnych ciał. Domy, które wyglądają, jakby nikt w nich nigdy nie mieszkał. Życia, które wydają się toczyć bez bałaganu i zmagań (ani jednego dmuchawca na nie swoim miejscu!). Problem w tym, że większość z tego nie jest prawdziwa. Sztuczna inteligencja potrafi teraz generować obrazy ludzi, którzy nie istnieją. Narzędzia do edycji mogą usunąć wszystko, co wygląda zbyt ludzko. W sposób podstępny podaje się nam wersję życia, która została wyretuszowana nie do poznania, a gdzieś po drodze, bez wiedzy większości z nas, zaczyna się to wydawać standardem, któremu powinniśmy sprostać. Nic dziwnego, że wśród młodych ludzi panuje kryzys zdrowia psychicznego i tak wielu z nas czuje się odłączonych od rzeczywistości.

Ale życie nie musi tak wyglądać.

Chodzi o radość z podróży. O dreszczyk emocji, gdy widzisz wschód słońca w pogodny poranek lub słyszysz pierwszego kukułkę (którą usłyszałam kilka tygodni temu, po 5 latach ciszy!). O szczęście płynące z filiżanki dobrej kawy, w chwili spokoju, zanim dzień nabierze tempa. Spotkanie z przyjaciółmi, które karmi duszę i sprawia, że śmiejesz się tak mocno, aż boli cię brzuch. Chodzi o chwile, które nie trafiają na niczyje profile w mediach społecznościowych, ale które pamiętasz długo po tym, jak minęły. To właśnie one mają znaczenie. To właśnie one pozostają z nami.

Być może więc, aby przeciwdziałać tej zniekształconej rzeczywistości, powinniśmy być bardziej jak chwasty?

Jak napisał L.F. Young w „Botanical Inspirations Oracle”: „Kiedy życie nie układa się jak w bajce, spójrz na chwasty i odkryj ukryte w nich piękno”.

Chwasty kwitną tam, gdzie się znajdą. Nie czekają na idealne warunki. Nie pytają, czy miejsce jest odpowiednie, czy mają pozwolenie, ani czy pasują do tego, co ktoś inny miał na myśli. Kwitną bez skrupułów i zajmują przestrzeń w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, a ich postawa „mam to gdzieś” wydaje mi się, im jestem starsza, tym bardziej godna podziwu. Jestem tutaj. Żyję i zamierzam zakwitnąć bez względu na wszystko. Idealnie niedoskonała.


Jest w tym pewna wolność. W podjęciu decyzji, że nie potrzebujesz odpowiednich warunków, aby zacząć. Że nie musisz być dopracowany, wyjątkowy ani niczym innym niż tym, kim jesteś, rosnąc tam, gdzie wylądowałeś, i robiąc swoje tak czy inaczej.

Moje mlecze wciąż są tam, między płytami chodnikowymi. Jasnożółte i zupełnie niczym niezmącone. Pszczoły je znalazły. Tymianek nigdy nie pojawił się, ale pogodziłam się z tym, a nawet pozwoliłam, by na tyłach moich rabat rosła wierzba różana, roślina nazywana również chwastem, ale pszczoły ją uwielbiają!

Czasami to, co faktycznie rośnie, jest lepsze niż to, co zaplanowałeś.

Wszyscy moglibyśmy się tym trochę zainspirować.

Sally x