Niektórzy z was mogli mieć pecha i przeczytać mój artykuł w TPN w zeszłym roku, w którym narzekałem na Boże Narodzenie jak grinch. Tym razem nie zamierzam się powtarzać, ale chcę wspomnieć, że lokalne stacje radiowe, których słucham, gdy się włóczę, są teraz w świątecznym nastroju i wychwalają zalety jarmarków bożonarodzeniowych, lodowisk i jasnych świątecznych świateł w dużych miastach. Oznacza to, że przyjąłem Operację Humbug, moje stanowisko obronne na ten sezon, zgodnie z którym wycieczki do wspomnianych ośrodków miejskich będą podejmowane tylko wtedy, gdy zabierze mnie tam karetka pogotowia, w przeciwnym razie są one teraz poza zasięgiem aż do zakończenia sezonu dobrej woli. Powodem jest to, że chcę zachować poczucie dobrej woli wobec wszystkich ludzi, a najbezpieczniejszym sposobem na to jest unikanie blasku i blarney.
Bezczelna komercjalizacja
Nie zrozum mnie źle. Nie jestem Scrooge'em ani Grinchem, nawet jeśli niektórzy członkowie rodziny twierdzą inaczej. Naprawdę lubię Boże Narodzenie. To, czego nie lubię, to bezczelna komercjalizacja tego wszystkiego. To, co lubię, to okres, który gromadzi rodzinę i kilku przyjaciół na krótką chwilę spokoju i wyciszenia. Powinno to być coś, co obejmuje porę roku, ciemne dni i długie noce - czas, w którym potrzebujemy odrobiny otuchy i miłości. Naprawdę nie sądzę, abyśmy otrzymali te rzeczy z blichtru i przepychu, które wypełniają ulice. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że mają one tendencję do wywoływania odwrotnego efektu: zaciemniają i ukrywają rzeczywistość, a dla wielu tworzą nowy poziom zmartwień, że nie sprostają wymaganiom stawianym przez demony handlu. Pokój? Dobra wola? Nie do znalezienia w centrach handlowych za wszelką cenę.
Przygotowuję się do świętowania
W moim pozytywnym stanie umysłu przygotowuję się do uroczystości. Nic wyszukanego. Nic krzykliwego. Jak dotąd moim największym wkładem była produkcja domowego mięsa mielonego. W końcu co to za święta bez pasztecików? Nie posuwam się tak daleko, jak moja matka, która raczej przesadzała z tym wszystkim, błogosławiąc ją, jedząc ciasto mielone każdego dnia w grudniu poprzedzającym Wielki Dzień - jej wersja kalendarza adwentowego. Mój plan jest bardziej przebiegły. Mam nadzieję nawrócić całe społeczności na rozkosze tych małych rzeczy, chociaż jak dotąd zasięg mojego imperium nie wykroczył poza rodzinę tuga, członków lokalnego chóru kościelnego i pracowników centrum fizjoterapii w Fafe - ale pracuję nad tym. Problem polega na tym, czy nastawiam się na coroczne dostawy do powoli poszerzającego się kręgu miłośników? Ups.

Oczywiście nie mogę zrobić ciastek mince, dopóki nie zrobię mięsa mincemeat, a muszę to zrobić na tydzień lub dwa przed pieczeniem ciastek; w końcu brandy potrzebuje czasu, aby przesiąknąć przez te wszystkie owoce. To kolejny pozytywny aspekt życia w Portugalii. Gdybym pozostał w Blighty, nie zastanawiałbym się dwa razy nad pójściem do Sainsbury's i kupieniem słoika lub trzech mięsa mielonego, ale tutaj jedyną realistyczną opcją jest zrobienie własnego, a kiedy już otrząsnąłem się z szoku, gdy zdałem sobie sprawę, że można użyć masła zamiast łoju, stało się to przyjemnością.
Choinka
Następna na liście jest choinka, mała żywa istota, którą mogę później przesadzić do lasu. Kilka delikatnych ozdób: nic krzykliwego, a już na pewno nic migającego. Zostawiam to zboczeńcom w płaszczach przeciwdeszczowych. Znam miejsce, w którym można kupić małe pinheiro i pójdę po nie rano. Co jeszcze? Upewnienie się, że mamy niezbędne składniki do gotowanych na parze lepkich daktyli i puddingu żurawinowego, to jest to. Zawsze podobał mi się pomysł świątecznego puddingu, ale nigdy tak naprawdę nie lubiłem jego smaku, więc odkrycie kilka lat temu tej lżejszej, ale tak sezonowej wersji było bardzo mile widziane.
Kredyty: Unsplash; Autor: gaby-dyson;
Bacalhau dla Consoada?
Najlepszą wiadomością jest to, że w tym roku prawdopodobnie nie będziemy jeść bacalhau na consoada. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo mnie to cieszy. Lubię bacalhau we wszystkich jego odmianach, z wyjątkiem sposobu, w jaki robi się to w Wigilię. Ale teraz wydarzenia zewnętrzne wspomagają powolny bieg zmian kulturowych. Jestem za zmianami, zwłaszcza jeśli oznaczają one polvo zamiast bacalhau.
Tymczasem mam uroczysty obowiązek do wykonania. Podczas gdy smutne istoty w miastach w dolinach i na równinach poniżej naszych wzgórz cierpią upokarzający rytuał bożonarodzeniowego blichtru i razzmatazz przez wiele tygodni, ja będę miał oko w naszej małej wiosce, aby sprawdzić, czy wszelkie dekoracje wyglądające z okien frontowych w ciemności wieczoru są dyskretne i gustowne. Jak dotąd zauważyłem tylko kilka smutnych Mikołajów zwisających z balkonów w deszczu, jak zbrodniarze pozostawieni na szubienicy dla wron, ale nie zakłócają one ogólnej atmosfery sceny, więc po prostu kręcę głową i przechodzę dalej. Wszystko wygląda dobrze.



