Siedząc na polu, w lesie lub na górze i chłonąc uzdrawiającą harmonię mojego otoczenia, zawsze mogłem doświadczyć, że chmury, zachody słońca, ptaki, drzewa, kwiaty i pszczoły wciąż płyną tak szczęśliwie jak zawsze, wiecznie niezmienne w swej istocie. Zastanawiałem się, jaka jest różnica między mną a naturą?
Dlaczego ona płynie, a ja nie? Gdzie popełniłem błąd? Drzewa i kwiaty nie są neurotyczne ani zdezorientowane psychicznie, ale są tak samo świadome i wrażliwe jak ja. Eksperymenty naukowe wykazały, że nawet rośliny mają pewną formę pozornie prymitywnego "emocjonalnego" lub "symbiotycznego" przywiązania do tych, którzy się nimi opiekują. Rośliny są dostrojone do myśli człowieka i są w wibracyjnym kontakcie ze wszystkimi innymi formami życia. Są również dotknięte śmiercią każdego stworzenia. Jednak ich reakcje są chwilowe, a nie refleksyjne.
Drzewo nie martwi się o to, czy uda mu się wypuścić pąki, zakwitnąć i wydać owoce. Nie martwi się o przyszłość, obawiając się niewystarczającej ilości deszczu lub słońca w nadchodzącym roku. Nie wie, jak i co robi, a jednak poprzez bezwysiłkowe, nieświadome rozwijanie się, rośnie i otwiera się w chwalebnej różnorodności. Podobnie jak reszta organicznej natury, jest świadoma, ale bez refleksji. Naturalny świat jest fantastycznie złożonym procesem wielorakich poziomów Świadomości, działającym bez interwencji oddzielnych, lokalnie zindywidualizowanych i samoświadomych umysłów. Ten nieskazitelny przepływ Świadomości, który jest podstawą wszelkiego istnienia, po prostu przepływa przez świat przyrody i rozwija go bez oporu.
To była moja odpowiedź! Zapomniałem, że ja również jestem produktem tego procesu. Świat przyrody nie oddzielił się od niczego. Na płaszczyźnie względnej po prostu jest. Jako funkcja nieodłącznej Wszechobecności, jest przez nią podtrzymywany. Ale człowiek zaczął myśleć o sobie jako o istocie odrębnej od natury, nawet na płaszczyźnie względnej. W dzisiejszym świecie często czuje się wyobcowany nawet od swoich rodziców, a tym samym od całej ludzkości. Ma iluzję bycia zamkniętym w swojej własnej, odrębnej egzystencji, z własnym autonomicznym umysłem i indywidualną świadomością. Czuje się strasznie samotny i ma błędne przekonanie o konieczności wykuwania własnego zbawienia lub "rozwijania się" dla siebie. Gdyby mógł przezwyciężyć swoje poczucie izolacji - stworzone przez poczucie własnej tożsamości (ego i umysł) - mógłby się spontanicznie rozwinąć, tak jak reszta stworzenia.
Ale to sama idea umysłu utrudnia przepływ tej leżącej u podstaw wszechświata Świadomości i uniemożliwia mu doświadczanie swojej prawdziwej natury jako Jaźni. Jaźń jest opisana w sanskrycie jako Sat-chit- ananda, pierwotna formuła, oznaczająca Istnienie=Świadomość=Błogość.
Jest to natura Kosmicznej Świadomości, która zawsze na nas czeka, gdy tylko ciasno zwinięta sprężyna małej jaźni zostanie rozwinięta. Jesteśmy w niej zanurzeni jak ryby w morzu. Ale nawet jeśli intelektualnie rozumiemy ten problem; nawet jeśli jesteśmy w stanie zaakceptować fakt, że stale istniejemy w stanie nierozpoznanej błogości (potrzebując jedynie usunięcia mentalnych blokad, aby jej doświadczyć, jak pokazuje doświadczenie mistyczne lub tymczasowe efekty niektórych leków psychodelicznych), nie pomaga nam to zbytnio. Chociaż w istocie możemy wiedzieć, że jesteśmy już Jaźnią i że nie ma już nic więcej do osiągnięcia, nie doświadczamy tego jako żywej rzeczywistości, a jedynie jako mentalną ideę.
Kredyty: Dostarczone zdjęcie; Autor: Muz Murray;
Wszystkie idee umysłowe muszą rozpuścić się w świetle bezpośredniego świadomego doświadczenia. Dlatego, ponieważ zwykła wiedza intelektualna nie czyni nas szczęśliwszymi, daremne staje się porzucanie naszej sadhany lub praktyki duchowej, która jest jedynym sprawdzonym środkiem do urzeczywistnienia takiego doświadczenia. Gdyby metody mędrców nie działały, nie byłyby stosowane przez tysiące tysięcy lat. Możemy więc zdecydować się na stosowanie tych metod i pracę nad sobą lub pozostać zagubieni, niespokojni, agresywni, zestresowani i nieszczęśliwi.
W każdym razie nasza wrodzona natura nie pozwala nam na zbyt długie cofanie się. Gdy staniemy się świadomi "bycia na Ścieżce", możemy próbować z niej zrezygnować, zmęczyć się praktyką i zapomnieć o niej na jakiś czas, ale nasza siła napędowa w końcu zwycięży. Kiedy już dowiesz się czegoś o życiu duchowym,
nie można łatwo powrócić do kapusty. Poza tym wszechobecność zawsze działa na nas od wewnątrz. Kiedy wiosenny pąk zbliża się do czasu rozkwitu, nieubłagana siła natury popycha go do rozkwitu. Tak samo jest z nami. Nieoczekiwana presja gromadzi się w naszym wnętrzu i popycha nas do kontynuowania naszej wewnętrznej pracy - abyśmy rozkwitli. Ignorujemy jego podszepty na własne ryzyko. Nawet udręka w duszy to ból narodzin ducha - preludium do naszego wewnętrznego rozkwitu.
Rozsądniej jest dostroić się do tych wewnętrznych podszeptów, które mówią nam, że oddalamy się od Jaźni, zamiast polegać na nędznych paplaninach umysłu, które prowadzą nas dalej na manowce. Nie możemy oczekiwać, że niekończąca się paplanina umysłu sama się uciszy. Musimy coś z tym zrobić. Śliskiego poczucia własnego ego i jego samousprawiedliwień dla "odpływania" nigdy nie da się pokonać bez ciągłej czujności i świadomości jego podstępnych sposobów. Nie ma łatwego wyjścia. Ostatecznie nie mamy nadziei na osiągnięcie wewnętrznego spokoju bez pracy nad sobą.
Część 3 już za miesiąc:
Od: Sharing the Quest: Revelations of a Maverick Mystic
Znajdź na www.amazon.co.uk / lub dla łatwej wysyłki : www.amazon.es
Strona internetowa: www.muzmuuray.com







