Drzewa migdałowe już zakwitły. Wzgórza zaczynają się zielenić od zimowych deszczy. W niektóre popołudnia światło staje się na tyle ciepłe, że sugeruje lato, ale parkingi przy plażach pozostają w połowie puste, sklepy spożywcze są przejezdne, a drogi są stosunkowo ciche. To jest sezon przed.

Zanim wydłużą się kolejki na lotniskach. Zanim listy rezerwacji w nadmorskich restauracjach zapełnią się z kilkudniowym wyprzedzeniem. Zanim znów zaczną się znajome rozmowy o ruchu na drodze EN125.

W tych tygodniach region wydaje się brać oddech.

W piątkowy wieczór można wejść do restauracji w Vale do Lobo i znaleźć stolik bez planowania z kilkudniowym wyprzedzeniem. Obsługa ma czas na rozmowę. Polecają wino bez nerwowego zerkania w stronę drzwi. Na plaży ręczniki leżą z dużą przestrzenią między nimi. Piasek zatrzymuje ślady stóp na dłużej.

Nie jest cicho w sensie absolutnym. Budowlańcy wciąż pracują. Szkoła wciąż dyktuje poranki. Ale wokół rzeczy jest miejsce.

Najpierw zmienia się powietrze. Okna otwierają się ponownie po miesiącach wilgotnego chłodu. Bougainvillaea zaczyna powracać na ściany, które w styczniu wyglądały na gołe. Przydrożne pobocza rozświetlają się dzikimi kwiatami. Zieleń, którą przynosi zima, nie wypaliła się jeszcze pod wpływem wysokiej temperatury. Przez krótki czas wszystko wygląda jak świeżo wypłukane.

Rozpoznałem ten czas i powitałem go z radością. Zimą ludzie mówią o burzach, przeciekach i naprawach, o dzieciach przyjeżdżających z zagranicy, o trudnościach z lotami. Latem rozmowy stają się logistyczne. Parking. Rezerwacje. Przybywający goście. W tym okresie pośrednim ton jest refleksyjny. Plany są tworzone ołówkiem, a nie atramentem.

Jest też coś niewypowiedzianego w rytmie - ciche usztywnienie. Miejscowi wiedzą, co nadchodzi. Właściciele restauracji, którzy teraz łatwo się uśmiechają, będą pracować długie godziny w lipcu i sierpniu. Przestronne tarasy kawiarni wkrótce będą szumieć wieloma językami naraz. Nikt nie ma pretensji do lata. Przynosi dochód i ruch. Ale sezon wcześniej ma inną wartość.

Widać to na nadmorskich ścieżkach. Spacerowicze powoli obserwują morze, nie odchodząc na bok dla grup. Rowerzyści poruszają się w niespiesznym tempie. Jest czas na dostrzeżenie szczegółów: zapachu kwiatu pomarańczy niesionego przez bryzę, dźwięku sztućców układanych na tarasie, przygotowywanych na później.

Dla tych z nas, którzy mieszkają tu przez cały rok, okres ten oferuje perspektywę. Przypomina, dlaczego wybrałeś to miejsce, zanim stanie się ono celem podróży dla innych. Skala jest ludzka.

Gospodarka Algarve w dużej mierze opiera się na turystyce. Ta rzeczywistość kształtuje warunki mieszkaniowe, płace i infrastrukturę. Letni przypływ turystów jest konieczny. Jednak ten spokojniejszy odcinek ujawnia inną wersję regionu. Taką, która funkcjonuje bez pośpiechu.

Często myślę o tym jak o próbie, choć nic nie jest grane. Krajobraz po prostu się rozgrzewa. Ogrody są przycinane. Menu są dostosowywane. Bary na plaży przemalowują swoje okiennice. Przygotowania odbywają się bez presji.

Następnie, stopniowo, tempo się zmienia. Loty się zapełniają. Stoliki są trudniejsze do zabezpieczenia. Ręczniki leżą bliżej siebie na piasku. Zieleń blaknie pod stałym słońcem.

Ale przez kilka mierzonych tygodni każdego roku Algarve należy do tych, którzy zauważają, że się budzi. Jeszcze nie zatłoczone, jeszcze nie spieszące się. Po prostu na krawędzi.

Jest szczególna przyjemność w staniu na tym progu, mając świadomość, że to minie, i decydując się na spacer i cieszenie się nim, póki trwa.