W opuszczonej hiszpańskiej wiosce panuje pewna niesamowita cisza.
Nie jest to przyjemna cisza niedzielnego popołudnia po długim obiedzie i butelce wina z Rioja. Nie jest to też spokojna cisza odległego górskiego zacisza, gdzie najgłośniejszym dźwiękiem jest odległy dzwon kościelny. Nie, to cisza innego rodzaju. To cisza miejsca, które kiedyś miało przed sobą przyszłość.
W Hiszpanii znajduje się około 3000 opuszczonych lub prawie opuszczonych wiosek. Niektóre z nich niepewnie trzymają się zboczy gór w Aragonii. Inne leżą zapomniane wśród lasów Galicji. Jeszcze więcej stoi pustych w rozległych regionach śródlądowych Kastylii i Leónu, Estremadurze oraz w niektórych częściach Andaluzji. Ich rozpadające się kamienne domy wpatrują się bez wyrazu w krajobraz, tak jak robią to starzy ludzie, gdy zapomnieli, po co weszli do pokoju. Pytanie nasuwa się więc samo: co się stało? Czy wydarzyło się coś drastycznego? A może po prostu tak wygląda postęp?
Wielka wędrówka
Przez wieki życie na hiszpańskiej wsi było trudne. Kręciło się wokół rolnictwa, hodowli zwierząt i lokalnego rzemiosła. Wioski były w dużej mierze samowystarczalne. Rodziny często mieszkały w tym samym miejscu od pokoleń. Miejscowy kowal, piekarz, ksiądz i nauczyciel byli tak samo częścią krajobrazu jak wieża kościoła. Potem nadeszła XX wiek, a proces industrializacji nabrał tempa. Miasta oferowały miejsca pracy, dobre zarobki i możliwości niewyobrażalne dla poprzednich pokoleń. Tymczasem postęp w dziedzinie maszyn rolniczych sprawił, że potrzeba było mniej pracowników rolnych. Jeśli jeden traktor mógł wykonać pracę dwudziestu mężczyzn, to dziewiętnastu nagle stanęło przed problemem.
Począwszy od lat 50., a w coraz szybszym tempie w latach 60. i 70., miliony Hiszpanów opuściły wiejskie społeczności i udały się do miast takich jak Madryt, Barcelona, Walencja i Bilbao.
Inni spakowali walizki i wyruszyli do Francji, Niemiec czy Szwajcarii, a wioski pozostały opuszczone.
Nie stało się to z dnia na dzień, ale stopniowo.
Najpierw wyjechali młodzi dorośli. Potem zamknięto lokalną szkołę, bo zabrakło dzieci. Zamknięto lokalny sklep, bo zabrakło klientów. Lekarz przeszedł na emeryturę i nigdy nie znaleziono mu następcy. Wkrótce jedynymi pozostałymi mieszkańcami byli emeryci, kilku upartych rolników i być może kilka kóz, którym nie podobało się życie w Barcelonie.
Postęp ma zwycięzców i przegranych
Kuszące jest idealizowanie opuszczonych wsi, jak to często robią autorzy publikacji podróżniczych. Fotografują pokryte bluszczem domy skąpane w złocistym wieczornym słońcu i opisują je jako „ponadczasowe skarby”. Rzadko jednak wspominają, że wielu z ich mieszkańców nie miało dostępu do niezawodnej opieki zdrowotnej, możliwości zatrudnienia, nowoczesnych urządzeń sanitarnych ani przyzwoitych połączeń komunikacyjnych. Prawda jest taka, że większość ludzi nie wyjechała, bo nienawidziła wiejskiego życia; wyjechali, bo chcieli pralek, centralnego ogrzewania i stabilnych miejsc pracy. Nie wspominając już o uczelniach dla swoich dzieci.
Historia sukcesu
Pod wieloma względami migracja ze wsi do miasta była niezwykłą historią sukcesu. Dla wielu standard życia znacznie się poprawił. Ubóstwo zmniejszyło się, a możliwości edukacyjne wzrosły. Wnuki pasterzy stali się inżynierami, lekarzami i właścicielami firm. To oczywiście nie jest tragedia; to mobilność społeczna. Opuszczone wioski nie zawsze są więc dowodem porażki; są dowodem na to, że ludziom udało się osiągnąć lepszy standard życia.
Opustoszałe tereny w głębi kraju
Jednak coś ważnego zostało utracone. Dzisiejsza Hiszpania stoi w obliczu zjawiska, które często nazywa się „La España Vaciada” (Pusta Hiszpania). Ogromne obszary w głębi kraju charakteryzują się niezwykle niską gęstością zaludnienia. Niektóre regiony należą do najsłabiej zaludnionych w Europie. Jadąc przez niektóre części Aragonii, Sorii czy Teruel, można przejechać wiele mil, nie widząc prawie żadnych śladów ludzkiej obecności poza sporadycznym traktorem i być może barem, który wygląda, jakby został otwarty za czasów generała Franco i od tamtych burzliwych czasów prawie się nie zmienił.
Źródło: Unsplash; Autor: Des Mc Carthy;
Dzisiaj te odległe obszary stoją przed poważnymi wyzwaniami. Szkoły z trudem utrzymują się, zapewnienie opieki zdrowotnej staje się trudne, transport publiczny jest ograniczony, a przedsiębiorstwa wahają się przed inwestowaniem. Ten cykl może się samonapędzać.
Młodzi ludzie wyjeżdżają, ponieważ brakuje im perspektyw, a perspektyw brakuje, ponieważ młodzi ludzie wyjeżdżają. To demograficzna wersja psa goniącego własny ogon, z tą różnicą, że ten pies ma 85 lat i mieszka samotnie.
Ciekawy powrót
Jednak doniesienia o upadku wiejskiej Hiszpanii mogą być nieco przesadzone.
W ostatnim czasie niektóre opuszczone wioski doświadczyły zaskakującego ożywienia. Zagraniczni nabywcy kupili całe osady i z wyczuciem je odrestaurowali. Artyści, pisarze i osoby pracujące zdalnie na nowo odkryli życie na wsi. Pandemia COVID-19 przyspieszyła zainteresowanie miejscami, gdzie odległość między sąsiadami mierzy się w kilometrach, a nie w metrach. Coraz więcej osób zdało sobie sprawę, że mogą odpowiadać na e-maile z górskiej wioski równie skutecznie, jak z drogiego apartamentowca w Madrycie, o ile tylko działa internet.
Szerokopasmowy internet
To nie drogi, linie kolejowe, a nawet rolnictwo mają obecnie największe znaczenie. Przyszłość wielu społeczności wiejskich zależy obecnie bardziej od kabli światłowodowych niż od biegłości w uprawie roli. Programista z niezawodnym połączeniem internetowym może zarabiać na światowym poziomie, mieszkając w wiosce, która jeszcze kilka lat temu byłaby uważana za nieopłacalną ekonomicznie.
Czy zatem te wioski da się uratować?
Odpowiedź zależy tak naprawdę od tego, co właściwie oznacza słowo „uratować”. Niektóre wioski nigdy nie powrócą do dawnego życia; natura już je odzyskuje. Dachy się zawalają, drzewa wyrastają w salonach, a kamienne mury stają się siedliskami dla lokalnej dzikiej przyrody. Próba ponownego zaludnienia każdej opuszczonej osady nie byłaby ani realistyczna, ani zbyt rozsądna. Historia idzie do przodu, a nie do tyłu. Jednak wiele wsi może znów stać się w pełni funkcjonujących, jeśli tylko zapewni się odpowiednie warunki.
Niezawodna opieka zdrowotna, dobry dostęp do internetu i rozsądne połączenia komunikacyjne mogą zapewnić przystępne cenowo mieszkania oraz wsparcie dla lokalnych przedsiębiorstw. Nie sądzę, by celem było odtworzenie wiejskiej Hiszpanii z lat 50. XX wieku. Ten świat już nie istnieje. Coraz częściej celem jest stworzenie XXI-wiecznej wersji życia na wsi, łączącej nowoczesne możliwości z tradycyjną jakością życia.
Lekcja wykraczająca poza granice Hiszpanii
Opuszczone wioski w Hiszpanii opowiadają historię, która wykracza daleko poza granice tego kraju. W całej Europie obserwujemy podobne zjawiska, zwłaszcza tutaj, w Portugalii. Społeczności wiejskie kurczą się, podczas gdy miasta się rozrastają. Siły napędzające te zmiany są potężne i w dużej mierze uniwersalne. Technologia skupia możliwości i edukację, przyciągając jednocześnie ludzi do ośrodków miejskich. Oczywiste jest, że efektywność ekonomiczna sprzyja większym skupiskom ludności.
Jest jednak jeszcze jedna lekcja. Ludzie mają zaskakującą zdolność przystosowywania się.
Miejsca, które kiedyś uważano za przestarzałe, mogą znaleźć nowe przeznaczenie. Opuszczona wioska może stać się atrakcją turystyczną, kolonią artystyczną, centrum pracy zdalnej lub po prostu pięknym przypomnieniem minionej epoki. Miejsca te nigdy nie powrócą do tego, czym były kiedyś. Przetrwanie oznacza ewolucję, a to opowieść stara jak świat.
Być może to właśnie jest prawdziwa historia opuszczonych hiszpańskich wsi. Nie są one pomnikami porażki ani dowodem na to, że postęp posunął się za daleko. Są natomiast migawkami kraju w ruchu. Puste domy, ciche ulice i rozpadające się kościoły przypominają nam, że każde pokolenie dokonuje wyborów. Miliony Hiszpanów wybrały miasta, możliwości i nowoczesność, a niewielu z nich chętnie cofnęłoby te decyzje. Ponieważ technologia daje ludziom większą swobodę wyboru miejsca zamieszkania, w niektórych z tych zapomnianych wiosek być może znów rozbrzmiewać będą nowe głosy. Stare dzwony kościelne mogą znów zabrzmieć, a stare taberny mogą ponownie otworzyć swoje podwoje. Być może gdzieś w tych iberyjskich górach kilka ciekawskich kóz w końcu usłyszy opowieści o miejskim życiu, z którego zrezygnowali ich przodkowie? To dopiero interesująca myśl.








Follow us on social media