Istnieją pewne podobieństwa między naszymi ostatnimi wyborami prezydenckimi a wyborami we Francji w 2017 r., kiedy to prawie nieznany kandydat pojawił się na politycznym pustkowiu, jakim stała się francuska polityka.
Emmanuel (Bóg z nami) Macron, bez większego doświadczenia politycznego i bez silnej przynależności partyjnej, wyszedł z pierwszej tury z drugą co do wielkości liczbą głosów i tym samym zmierzył się z Marine Le Pen, której silna prawicowo-populistyczna partia zdobyła głosy w północnej i większości wschodniej Francji.
W obliczu katastrofy, która miała nastąpić po zwycięstwie Le Pen, wszyscy pozostali kandydaci (z wyjątkiem komunistów) opowiedzieli się za Macronem jako lepszym wyborem.
Do 2017 r. wybory we Francji przebiegały podobnie jak w innych krajach powojennej Europy. Partia była podstawowym elementem życia politycznego. Ludzie o podobnych poglądach spotykali się, w drodze konsensusu decydowali o szerokim programie, a następnie wybierali jednego lidera, który tworzył organizację kolesiów, którą można było przedstawić wyborcom jako alternatywny rząd.Wraz ze wzrostem liczby członków partie miały tendencję do dzielenia się na lewicowe i prawicowe frakcje i podgrupy, ale potrzeba wydawania się zjednoczoną generalnie wymuszała spójność.
Telewizja i rozwój mediów społecznościowych zmieniły to wszystko. Pokazywały ludzi z gadającymi głowami, a ekspresja osobowości i prezentacja stały się najważniejsze. Recytacja partyjnych dogmatów była nudna i uważana za nierealistyczną przez wyborców, którzy byli nieufni wobec polityków w ogóle i uważali ich za akrobatów.
W 2017 roku Donald Trump oficjalnie reprezentował Republikanów, ale w praktyce było to wrogie przejęcie wspomagane przez spenetrowaną machinę promocyjną. Wielu członków partii nienawidziło go, ale zaakceptowało jego przywództwo jako środek do konserwatywnego, kapitalistycznego celu.
Wynik głosowania w sprawie Brexitu w 2016 r. przekroczył wszystkie linie partyjne i był w dużej mierze spowodowany tym, że wyborcy byli prowadzeni przez osobowości, które prezentowały różnorodne dezinformacje, aby zadowolić populistyczne uszy. Doprowadziło to do rozpadu obu tradycyjnych partii, konserwatywnej i laburzystowskiej, i przejścia do sytuacji przypominającej Niemcy w 1933 r., kiedy kłótnie i konflikty między socjalistami, komunistami i centrystami otworzyły drzwi dla większości nacjonalistów z programem złych intencji.
Emmanuel Macron przetrwał burzliwe czasy z hartem ducha i umiejętnościami, z których niewielu jego pierwotnych zwolenników zdawało sobie sprawę. Nie zabiegał o popularność i podejmował decyzje uczciwie, ale ze szkodą dla swoich sondaży. Na arenie międzynarodowej zyskał szacunek zarówno wrogów, jak i przyjaciół.
Czy prezydentura Antonio José Seguro będzie naśladować prezydenturę Macrona? Czy zastąpi ugodową prezydenturę Marcelo stanowczością zwiększonej władzy, aby utrzymać w porządku coraz bardziej podzielony parlament? Co najważniejsze, czy poprowadzi Portugalię przez turbulencje na wodach międzynarodowych, a jednocześnie pozostanie wierny naszym zobowiązaniom wobec UE.
Seguro odznacza się uczciwością, hartem ducha i doświadczeniem, by nam przewodzić. Oby szczęście sprzyjało mu przez następne pięć lat.
Esej autorstwa Roberto CavaleiroTomar.16 lutego 2026 r.





