Po pierwsze, istnieje "broszurowa" Irlandia; wszystkie skrzypce i pieniące się kufle, mgła romantycznie tocząca się nad pocztówkowymi jeziorami, podczas gdy ogniste, czerwone dziecko goni jagnię w zwolnionym tempie. Jest też druga Irlandia. Wilgotna, drżąca, nieco niepokojąca, która istnieje w żywopłotach, bagnach i kamiennych ścianach. Irlandia, która spogląda na nas z zarośli jasnymi, podejrzliwymi oczami. To właśnie tej Irlandii, skrytej, muskularnej, pozbawionej sentymentów, ostatnio szukałem.

Problem z irlandzką dziką przyrodą polega na tym, że nie ustawia się ona w kolejce do selfie. Nie wskakuje ochoczo na platformy widokowe jak delfin w parku rozrywki na Florydzie. Irlandzkie stworzenia są introwertykami. Podejrzliwe. Przez wieki ludzie albo je ścigali, strzelali do nich, mitologizowali je, albo zamieniali w gulasz.

Tak więc, jeśli chcemy zobaczyć prawdziwą Irlandię, musimy iść cicho.

Duch na bagnach

Na zachodzie Irlandii znajdują się bagna, które wydają się pochłaniać dźwięki. Wyjdź tam, a świat stanie się wełniany. Kroki są stłumione, nawet nasz własny oddech wydaje się bezczelny. Podobno to właśnie tutaj irlandzki zając, ten zwinny sportowiec o bursztynowych oczach, prowadzi swoje interesy.

Zając irlandzki to nie tylko lokalna odmiana; to podgatunek występujący wyłącznie w Irlandii. Stworzenie, które przetrwało epoki lodowcowe, właścicieli ziemskich, strzelby i celtycką mitologię. Na początku tego nie widać. To, co zobaczysz, to absolutnie nic. Ogromne połacie niczego. Nagle to "nic" zaczyna się poruszać. Smuga rudego mięśnia zygzakuje z tak ekstrawagancką nieprzewidywalnością, że będziesz się zastanawiać, czy faktycznie z ciebie kpi. A potem znów znika. Jest w tym coś wyraźnie irlandzkiego. Błysk błyskotliwości i odmowa bycia przypiętym.

The Pine Marten: Dzieciak powracający

Przez lata kuna leśna po cichu podążała w kierunku tego samego zapomnienia, które pochłonęło wilka i niedźwiedzia. Zatruta, uwięziona, zepchnięta na margines przez uporządkowane rolnictwo.

Ale Irlandia, w swojej sprzecznej mądrości, pozwoliła temu wąsatemu akrobacie się trzymać. Obecnie kuna leśna przeżywa coś, co można określić jako triumfalny, nieco anarchiczny powrót. Przemierza obrzeża lasów z pewnością siebie stworzenia, które wie, że przechytrzyło wyginięcie. A oto zwrot akcji, jego odrodzenie pomogło kontrolować inwazyjne wiewiórki szare, pośrednio umożliwiając rodzimym wiewiórkom rudym odrodzenie się na niektórych obszarach.

Jest to część rozmowy, która nie trafia do ulotek turystycznych. Złożone, niemal szekspirowskie dramaty rozgrywają się na drzewach. Drapieżnik i ofiara zamknięci w choreografii, która sprawia, że nasze polityczne kłótnie wyglądają nieco śmiesznie. Jeśli kiedykolwiek staniesz w irlandzkim lesie o zmierzchu, poczujesz to. To poczucie, że coś porusza się tuż za ostatnim użytecznym światłem. Ale kuna sosnowa nie będzie ci pozować, ponieważ nie obchodzi jej twój aparat. To dlatego, że przeżyła. To wystarczy.


Cicha arystokracja oceanu

Jeśli lądowe ssaki Irlandii są nieśmiałe, to jej morska przyroda jest wręcz tajna.

Na zachodnim wybrzeżu, poza ostatnimi wyzywającymi domkami Connemara i kamiennymi żebrami Burren, Atlantyk tętni życiem. Nie jest to życie oczywiste, nie jest to życie performatywne, ale życie subtelne.

Po tych wodach pływają rekiny. To druga co do wielkości ryba na Ziemi, z rozdziawionymi ustami w łagodnym, przesiewającym plankton spokoju. Można by oczekiwać, że coś tak dużego ogłosi się z fanfarami. Zamiast tego po prostu dryfuje jak zagubiona łódź podwodna.

Są też delfiny, zwłaszcza delfiny zwyczajne. Czasami decydują się eskortować łodzie rybackie radosnymi, muskularnymi łukami. Ale nawet one czują się mniej jak artyści, a bardziej jak odwiedzający dygnitarze, którzy jedynie tolerują naszą obecność.

Oczywiście mamy też foki, zarówno szare, jak i pospolite. Wydają się obserwować nas ze skalistych skał, z wyrazem twarzy sugerującym, że wiedzą, jak śmiesznie wyglądamy w wodoodpornych ubraniach.

Wybrzeże Irlandii nie jest dramatyczne tylko ze względu na klify i rozbijające się fale. Jest dramatyczne, ponieważ wypełnia je życie, które po prostu odmawia przesłuchania.


Ptaki, które władają niebem

Nie można mówić o irlandzkiej przyrodzie bez spojrzenia w górę. Ze względu na wysokość, niebo należy do ptaków.

Orzeł bielik, niegdyś wytępiony, teraz znów krąży nad niektórymi zachodnimi jeziorami. Ogromne skrzydła łapią termikę jak jakiś prehistoryczny relikt, który nie chce wyginąć. Wygląda to nieprawdopodobnie, przesadnie, ale jednak wspaniale.

W międzyczasie kania ruda, drgając rozwidlonym ogonem, szybuje nad polami uprawnymi, które kiedyś ją uciszyły. Kanie rude ponownie wprowadzone do Irlandii, szczególnie na wczesnych etapach programu (począwszy od 2007-2008), zostały sprowadzone z Walii. Welsh Kite Trust, wraz z Golden Eagle Trust i National Parks & Wildlife Service, pomogły przenieść kanie walijskie (Y Barcud) do hrabstwa Wicklow w celu przywrócenia gatunku po 200-letniej przerwie.

Na odległych irlandzkich klifach morskich gannety rzucają się w dziki Atlantyk z balistyczną precyzją, składając skrzydła w ostatniej chwili.

Spędź godzinę obserwując je, a zdasz sobie sprawę z czegoś nieco otrzeźwiającego. Te ptaki mają większą kontrolę nad tym miejscem niż ludzie kiedykolwiek będą.

Kredyty: envato elements;

Mit pustki

Ludzie często opisują części Irlandii jako "puste". Mylą się. Idąc przez żywopłot w hrabstwie Clare, przechodzisz przez gęsto zaludnioną metropolię chrząszczy, szczurów, strzyżyków i mnóstwa rzeczy, które się poruszają. Kamienne mury to bloki mieszkalne, baseny bagienne to żłobki.


Zagubione i możliwe

Oczywiście istnieją duchy. Wilk niegdyś przemierzał irlandzkie lasy, a ryś euroazjatycki bezszelestnie przemieszczał się między pniami dębów. Wszystkie one odeszły, wygnane przez strach, rolnictwo i uparte przekonanie, że dzika przyroda zawsze musi ustąpić miejsca "postępowi".

Ale teraz słychać szmery o ponownym zdziczeniu. O przywracaniu rodzimych lasów, o pozwalaniu rzekom na meandrowanie zamiast posłusznego maszerowania betonowymi kanałami. To delikatna rozmowa w kraju, w którym ziemia nie jest abstrakcyjnym pojęciem, ale dziedzictwem, źródłem utrzymania i tożsamością.

Powrót kuny leśnej daje jednak pewną lekcję. Jeśli tylko nieznacznie poluzujemy nasz ludzki uścisk, natura zrobi resztę, bez większej pomocy.


Dlaczego to ma znaczenie

W pogoni za tajemniczą irlandzką dziką przyrodą nie chodzi o odhaczanie gatunków z listy. Chodzi o ponowną kalibrację naszego poczucia skali. Przyjechałem, myśląc, że jestem bohaterem, a wyjechałem, rozumiejąc, że jestem tylko gościem.

Piękny irlandzki zając pobiegnie sprintem bez względu na to, czy ja lub ty go obserwujemy, czy nie. Orzeł wzniesie się na termice zupełnie niezależnie od naszej opinii. Atlantyk będzie kontynuował swój cierpliwy, muskularny ruch długo po tym, jak nasze wodoodporne ubrania się rozpadną. Dla mnie jest w tym coś głęboko uspokajającego.

W świecie coraz bardziej obsesyjnym na punkcie widoczności, publikowania i ogłaszania, irlandzka dzika przyroda działa na odwrotnej zasadzie. Przetrwanie dzięki dyskrecji. Obecność bez spektaklu.

Być może właśnie dlatego jest tak fascynująca. Aby ją znaleźć, musimy po prostu zwolnić, zmoknąć i stać w miejscu dłużej, niż wydaje się to praktyczne. Godzinami możemy nic nie widzieć, ale potem, jeśli będziemy mieli szczęście, bagno wybuchnie nagłym ruchem. Płetwa przetnie morze; tajemniczy cień może przeciąć jezioro. Nie uda nam się uchwycić tego momentu w pełni. Ale będziemy wiedzieć, w tej chwili, w deszczu, w bezruchu i ciszy, że piękne dzikie serce Irlandii nigdy nie było tak naprawdę nieobecne. Czekało tylko, aż przestaniemy mówić.