W ciągu 14 lat, odkąd osiedliłem się w Portugalii, widziałem wiele psów i kotów, które przychodziły i odchodziły, jako ciasno tkane nici w tkance mojego sąsiedztwa, zawsze były integralną częścią rodzin i ludzi, z którymi mieszkałem na wsi. Był Igor, Vulcão, Boneca, Tim-Tim, Balu, Mississippi, Pantufo, Blu, Tocha, ... wielu z nich spacerowało po moim podwórku i przez otwarte drzwi w dowolnym momencie.Nie trzeba dodawać, że stały się one małą częścią mojego życia, tak samo jak teraz zamieszkują moje wspomnienia, wraz ze wszystkimi innymi. Ich imiona wciąż pojawiają się w rozmowach od czasu do czasu, ale tak bardzo, jak odczuwam ich nieobecność za każdym razem, gdy odchodzą, nie dyktują mojej codzienności. Dopiero gdy wprowadziłem Jacka do mojego domu i do mojego życia, mój świat zmienił się na lepsze lub gorsze.
Jack pojawił się w lokalnym "canilu", gdzie jestem wolontariuszem, kiedy tylko mogę. Znaleziono go idącego drogą, ciągnącego za sobą mały łańcuch. Był stary, miał około trzynastu lat, jak mógł stwierdzić weterynarz, całkowicie głuchy i ślepy na jedno oko z częściowym widzeniem w drugim. Był oczywiście do adopcji, ale było jasne, że nikt nie był zainteresowany Jackiem z oczywistych powodów.W tym czasie zbliżał się środek zimy i zauważyłem, że Jack zawsze cicho merdał ogonem, gdy nadszedł czas, aby zabrać psy na spacer. Pomimo jego wieku i braków, widziałem, że zawsze był zabawny. Nie minęło więcej niż dzień lub dwa, kiedy podjąłem decyzję o zabraniu go do domu "na zastępstwo".
Kredyty: Dostarczone zdjęcie; Autor: Stephen A. Chmelewski;
Jack stał się częścią sceny na mojej małej ulicy, gdzie moi sąsiedzi poznali go jako swojego sąsiada i tak go traktowali. Poznali jego codzienne życie, które zmieniło moje. Po naszych porannych spacerach codziennie następowały wieczorne spacery. Częściej niż nie pojawiał się ze mną w kawiarniach, barach i na lokalnych festiwalach freguesia.Jeśli jechałem do Intermarché lub lokalnego sklepu z narzędziami, on był w samochodzie, czekając, aby wysiąść na zwykły, krótki spacer po najbliższej okolicy. Odbywał ze mną wycieczki drogowe od plaż nad oceanem latem po zaśnieżone Serras zimą. Wiele ciepłych popołudni spędziliśmy nad rzekami, gdzie mieszkał ze mną.
Po pewnym czasie ludzie, którzy znali Jacka, pytali o niego: "Moja sąsiadka, Elisa, często żartobliwie robiła znak krzyża, gdy widziała Jacka, jakby był psim Łazarzem wybranym przez Boga, aby kontynuować urokliwe życie pomimo swoich lat i słabnących sił.Pomyślałem, że dopóki Jack chce jeść i chodzić na spacery, nie ma nic więcej, o czym mógłbym myśleć. Oczywiście, było mnóstwo leków, które Jack miał przyjmować dwa razy dziennie: Cardisure, Cardalis i Furosemide, a także, później, syrop, który skutecznie pomagał złagodzić uporczywy kaszel, który się u niego pojawił. Mój dom stał się domem opieki dla Jacka, a on stał się centrum mojego życia; a z kolei jego życie rzeczywiście dyktowało mi codzienność.
Credits: Dostarczone zdjęcie; Autor: Stephen A. Chmelewski;
Myślę, że Jack był w głębi serca wędrowcem, podobnie jak ja. Nie lubił zamkniętych drzwi, więc zawsze trzymałem dla niego otwarte drzwi na dole, aby mógł wyjść na podwórko i ogród w wolnym czasie w ciągu dnia lub nocy.Przy dwóch okazjach ujawniły się jego zdolności ucieczkowe, nie zważając na zamkniętą bramę, co nie trzeba dodawać, że wprawiło mnie w panikę, gdy spędziłem bezsenną noc na poszukiwaniu go. Jego powrót był świętem naznaczonym porcją wołowiny, aby wyrazić niezmierzone podziękowania.
Jack wpływał na moje życie na wiele sposobów. Ze względu na swoją niepełnosprawność, nieumyślnie potykał się o różne rzeczy: raz stłukł stojącą drewnianą rzeźbę, a innym razem ładny, artezyjski ceramiczny talerz. Kupiłem dla niego jedno łóżko po drugim, ponieważ miał zwyczaj drapania ich do ruiny, aby puchnąć przed położeniem się spać.Kiedy po kilku latach stał się nietrzymający moczu i zaczął sikać podczas snu, owinąłem jego łóżko plandeką, którą trzeba było raz po raz wymieniać. Często znajdowałem Jacka w jego pokoju lub na zewnątrz, po prostu stojącego, wpatrującego się w nic, jakby zagubionego, ale chwytającego chwilę z czymkolwiek, o czym mógł myśleć.
Bardziej niż cokolwiek innego, Jack miał zaplanowane moje dni ze zwykłymi rutynami. Wiedziałem, co robię codziennie i kiedy, dzień w dzień. Jego poranne i wieczorne spacery były lekcją cierpliwości z uważną uwagą, jaką poświęcał każdej chwili, niezliczoną ilością razy zatrzymywał się, by powąchać cokolwiek, co go zainteresowało.Każdy dzień był darem, świętą ofiarą odkrywania tego, co zwyczajne, a co z Jackiem stało się niezwykłe. Odkryłem, że krajobraz kryje w sobie tajemnice, których Jack nie znał, co tylko sprawiło, że doceniłem wiedzę o rzeczach obecnych, ale nieoczywistych. Jack stał się moim nauczycielem, moim przyjacielem, moim bratem, moim towarzyszem we wszystkim.
Credits: Dostarczone zdjęcie; Autor: Stephen A. Chmelewski;
Popołudnie, w którym nagle zobaczyłem Jacka w środku masywnego napadu padaczkowego, było momentem, w którym wiedziałem, że piękny świat, który stworzył i zaoferował mi, zaraz się rozpadnie. Ze wszystkimi jego lekami, wizytami weterynaryjnymi, kąpielami i strzyżeniem, posiłkami, spacerami i tak dużą uwagą, jaką mogłem mu poświęcić, mogłem go tu zatrzymać tylko na tak długo.Miałam go przez trzy lata, ale w końcu nie odszedł spokojnie we śnie, jak miałam nadzieję, ale to była decyzja, którą sama musiałam podjąć z pomocą weterynarza.
Pochowałem Jacka na moim polu naprzeciwko domu, w pięknym portugalskim krajobrazie, który uczynił swoim własnym. O ile ludzie, którzy przeprowadzili się tutaj, znajdują prostsze życie, skądkolwiek przybyli, mogą odkryć, o ile prostsze i świętsze jest życie tutaj lub gdziekolwiek, ze zwierzęciem, które potrzebuje ciepłego, wygodnego miejsca, aby przeżyć swoje życie. Jack był tego przykładem, lekcją, jak lepiej kochać i być uważnym w każdej chwili każdego dnia.








