Dobre, złe czy obojętne?
Jest kilka miejsc na Ziemi, w których można zjeść lekko nieświeże lody, wdepnąć w coś niewypowiedzianego i zamknąć oczy ze stworzeniem, które na wolności mogłoby pozbawić nas głowy.
Ogrody zoologiczne to, trzeba przyznać, ciekawe instytucje. W połowie park rozrywki, w połowie bunkier ochrony przyrody i całkowicie zdolny do wywołania ideologicznej walki na pięści, zwykle zarezerwowanej dla polityki, religii i tego, czy ananas należy do pizzy.
Szczerze mówiąc, nie jestem zbyt pewien, na czym stoję w tym temacie. Przez lata odwiedziłem wiele różnych. Zacznę więc od tego, co wydaje mi się oczywiste. Ogrody zoologiczne są w swej istocie więzieniami. Ludzie mogą je upiększać w dowolny sposób, używając terminów takich jak "wybiegi", "siedliska" i "programy wzbogacania zachowań", ale faktem jest, że te lwy nie wędrują po Serengeti. Zamiast tego ten ogromny samiec przechadza się, raczej nastrojowo, po starannie zagospodarowanym wybiegu, podczas gdy maluch obrzuca go ciastkiem ryżowym. Jeśli mamy być brutalnie szczerzy, to prawdopodobnie nie jest to życie, jakie natura miała dla niego na myśli.
A jednak, zanim wszyscy założymy nasze konopne koszulki i pomaszerujemy wyzwolić surykatki, warto zastanowić się, co tak naprawdę robią ogrody zoologiczne poza zapewnieniem interesującego tła dla rodzinnych selfie. Współczesne ogrody zoologiczne nie są bowiem dickensowskimi menażeriami z przeszłości, w których przygnębiony niedźwiedź siedział w betonowym dole, wyglądając na zdecydowanie zaniedbanego. Dzisiejsze renomowane ogrody zoologiczne są głęboko zaangażowane w globalne wysiłki na rzecz ochrony przyrody. I tu właśnie robi się całkiem ciekawie.
Współpraca instytucjonalna
Ogrody zoologiczne nieustannie ze sobą rozmawiają. Istnieje wysoce zorganizowana, naukowo rygorystyczna wymiana danych, zwierząt i materiału genetycznego. Istnieją międzynarodowe programy hodowlane, które zasadniczo działają jak Tinder dla zagrożonych gatunków. Instytucje współpracują ze sobą, aby zapewnić, że populacje w niewoli pozostają zróżnicowane genetycznie. Ponieważ jeśli nie zarządzasz tym aspektem prawidłowo, skończysz z szympansem, który wygląda mniej jak szympans, a bardziej jak twój stary wujek Bill.
Weźmy na przykład gatunki zagrożone wyginięciem na wolności. Ogrody zoologiczne utrzymują tak zwane "populacje asekuracyjne". Kopie zapasowe, jeśli chcesz. Jeśli gatunek upadnie w swoim naturalnym środowisku z powodu kłusownictwa, zniszczenia siedlisk lub najnowszej katastrofy spowodowanej przez człowieka, istnieje przynajmniej szansa na jego ponowne wprowadzenie. Tak stało się już z kilkoma gatunkami, od ptaków po ssaki, które zostały wyhodowane w niewoli i wypuszczone z powrotem na wolność. Trzeba przyznać, że z różnym skutkiem.
Oczywiście wszystko to brzmi niezwykle szlachetnie i w wielu przypadkach rzeczywiście takie jest. Ale nie usuwa to całkowicie irytującego małego faktu, że same zwierzęta nie zgłosiły się na ochotnika do tych programów. Argument o ochronie przyrody to trochę tak, jakby ktoś powiedział tobie lub mnie, że zostaliśmy umieszczeni w pozłacanej klatce dla większego dobra naszego gatunku. Hmmm? Ośmielę się powiedzieć, że byłbym dość nerwowy, jeśli chodzi o Tindera. Co by było, gdybym trafił do programu hodowlanego i został przedstawiony partnerce o imieniu Anne Widdicombe? Jestem pewien, że biedna Anne byłaby równie przerażona.
Dobrostan zwierząt
Pomimo całej tej otoczki, dla wielu ludzi ogrody zoologiczne są z gruntu nieetyczne. Ich argument brzmi mniej więcej tak. Zwierzęta mają nieodłączne prawo do wolności. Żadna ilość ochrony nie może usprawiedliwić zamykania ich dla korzyści człowieka, czy to w celach edukacyjnych, badawczych czy rozrywkowych. Z tego punktu widzenia zoo nie jest sanktuarium, ale kompromisem. I to moralnie wątpliwym.
Pozostaje jeszcze kwestia dobrostanu zwierząt. Nawet w najlepszych ogrodach zoologicznych odtworzenie złożoności naturalnego środowiska jest niezwykle trudne, a zatem bardzo kosztowne. Słoń, na przykład, może przemierzać dziesiątki kilometrów dziennie na wolności, poruszając się po skomplikowanych strukturach społecznych i wyzwaniach środowiskowych. W niewoli, nawet przy akrach przestrzeni i urozmaiconych zajęciach, taki poziom stymulacji jest niemożliwy do osiągnięcia. Krytycy twierdzą, że prowadzi to do stresu, nienormalnych zachowań i życia, które w najlepszym przypadku jest bladą imitacją życia naturalnego.
Kredyty: Pexels; Autor: Anil Sharma;
Słuszne uwagi, wszystkie. Ale, i to jest dość duże ale: Jaka jest alternatywa? To bardzo dobrze, że ludzie krzyczą o zamknięciu ogrodów zoologicznych i uwolnieniu zwierząt. O ile takie osoby, niezależnie od tego, jakie mają dobre intencje, nie żyły pod kamieniem, świat przyrody nie kwitnie w dzisiejszych czasach. Wystarczy spojrzeć na to, jak siedliska są niszczone w alarmującym tempie, podczas gdy kłusownictwo trwa, a czynniki klimatyczne zmieniają delikatne ekosystemy. Tak więc wypuszczenie zwierząt w niewoli w taki chaos bez starannego planowania nie byłoby wyzwoleniem, ale wyrokiem śmierci.
Rezerwaty dzikiej przyrody
Niektórzy krytycy opowiadają się za rezerwatami dzikiej przyrody i obszarami chronionymi jako rozwiązaniem. I mają całkowitą rację, są one niezbędne. Duże, dobrze zarządzane rezerwaty mogą zapewnić zwierzętom przestrzeń i względną swobodę, jednocześnie oferując ochronę przed różnymi zagrożeniami. Jednak tworzenie i utrzymywanie takich obszarów wymaga ogromnych ilości ziemi, pieniędzy i woli politycznej. Niestety, wszystkie powyższe są w przygnębiającym niedoborze. A nawet wtedy rezerwaty rzadko są odporne na presję współczesnego świata.
A co z przejściem na sanktuaria? Miejsca, w których zwierzęta nie są hodowane ani wystawiane dla rozrywki, ale po prostu pozwala się im żyć w spokoju. Pomysł godny pochwały i sprawdzający się w przypadku niektórych gatunków, zwłaszcza tych uratowanych w tragicznych okolicznościach. Sanktuaria nie angażują się jednak w skoordynowane działania hodowlane i ochronne na takim samym poziomie, jak ogrody zoologiczne. Z założenia są one bardziej nastawione na opiekę niż długoterminowe przetrwanie gatunków.
Istnieje również argument edukacyjny, który często jest podnoszony z lekkim uśmieszkiem. Mówi się nam, że ogrody zoologiczne inspirują ludzi do dbania o dziką przyrodę. Dziecko, które zobaczy z bliska żyrafę, z większym prawdopodobieństwem dorośnie i będzie cenić ochronę przyrody. To miła myśl i, z doświadczenia z moimi własnymi dziećmi, jest w niej trochę prawdy. Zobaczenie zwierzęcia na żywo ma niezaprzeczalnie większy wpływ niż oglądanie go na ekranie. Ale naprawdę nie mam żadnych dowodów na to, że upodobanie mojej wnuczki do rysowania żyraf pomaga temu gatunkowi w świecie rzeczywistym.
W erze zapierających dech w piersiach filmów dokumentalnych i wirtualnej rzeczywistości można zadać sobie pytanie, czy fizyczna bliskość jest nadal konieczna. Czy naprawdę musimy zamykać tygrysa, by nauczyć kogoś, że tygrysy są wspaniałe i warte ocalenia? A może Sir David Attenborough może wykonać tę pracę równie dobrze, gdy patrzysz na niego z wygodnej sofy?
Kompromis
W ostatecznym rozrachunku debata na temat zoo w mniejszym stopniu dotyczy zwierząt, a w większym nas samych. Chodzi o to, jak ludzkość równoważy pragnienie ochrony świata przyrody z naszą tendencją do wyrządzania mu krzywdy. Chodzi o to, czy cele (ochrona gatunków) uzasadniają środki (niewola). Chodzi o uznanie tego faktu. Wybory, przed którymi stoimy, nie są między dobrem a złem, ale między złem a złem.
Ogrody zoologiczne, w najlepszym wydaniu, nie są doskonałe. Są kompromisami. Są miejscami, w których nauka, etyka i praktyczność zderzają się w pewnym niełatwym rozejmie. Wykonują ważną pracę, często w tle i bez większych fanfar, zapobiegając nieodwracalnej utracie gatunków. Ale podnoszą również uzasadnione kwestie moralne, których nie należy lekceważyć machnięciem ręki i wyborem drogich lodów.
Więc następnym razem, gdy będziesz wpatrywać się w lwa, który wygląda na nieco niezrażonego twoim istnieniem, zastanów się nad tym. Ten lew jest zarówno ambasadorem swojego gatunku, jak i więźniem stworzonym przez nas. Prawda jest taka. W świecie, który czynimy coraz bardziej niegościnnym dla dzikich zwierząt, ten lew może być również jednym ze szczęśliwców. Zwłaszcza jeśli spotka lwicę o imieniu Anne.







Follow us on social media