O'Regan był w zeszłym tygodniu w Algarve na otwarciu wystawy Bowie: The Photographers w In The Pink Gallery w Loulé, wystawie gromadzącej zdjęcia fotografów, którzy pomogli ukształtować wizualne dziedzictwo Bowiego. Galerię otworzyli O'Regan i Chris Duffy, syn zmarłego fotografa Briana Duffy'ego, którzy spotkali się z odwiedzającymi i podpisywali książki.

Dla O'Regana, którego praca z Bowiem obejmowała kilka tras koncertowych i dekad, wystawa nie jest po prostu zbiorem słynnych zdjęć. To przypomnienie czasów, gdy dostęp do nich oznaczał coś zupełnie innego.

"Jesteś tutaj, ponieważ podoba mi się to, co robisz. Po prostu to zrób" - wspomina O'Regan podejście Bowiego.

To zaufanie dało mu coś rzadkiego. Nie tylko fotografował występ, ale także osobę, która za nim stała.

Wprawiony w ruch

O'Regan po raz pierwszy zetknął się z Bowiem nie jako profesjonalny fotograf, ale jako młody fan. Widział go podczas ery Ziggy'ego Stardusta i pamięta, że był oszołomiony teatralnością tego wszystkiego. Japońskie wpływy, pantomima, moda, zmiany kostiumów, ruch i muzyka - wszystko to składało się na jeden występ.

"Pomyślałem, co to jest?" - powiedział. "To zmieniło moje życie".

Następnego dnia Bowie wycofał postać Ziggy'ego Stardusta. O'Regan śmieje się z wyczucia czasu. Odkrył go jednego dnia, a następnego już go nie było. Ale coś już zostało wprawione w ruch.

Do tego czasu O'Regan zaczął robić zdjęcia małym, niedrogim aparatem. Później przemycił aparat na koncert Queen, a to zdjęcie stało się jego pierwszą sprzedażą. Od tego momentu jedno przypadkowe spotkanie doprowadziło do kolejnego. Pożyczona lampa błyskowa na wczesnym koncercie punkowym połączyła go z Philem Lynottem z Thin Lizzy. Thin Lizzy stało się jego pierwszą trasą koncertową. The Rolling Stones nastąpiło po kolejnym odważnym momencie, kiedy po prostu zapytał, kto jest ich oficjalnym fotografem i zaoferował się do pracy.

Ta trasa Rolling Stones ostatecznie doprowadziła go do Bowiego.

Kredyty: TPN; Autor: Kam Heskin;

Księgowy trasy koncertowej Stonesów, Bill, był później zaangażowany w organizację światowej trasy koncertowej Bowiego Serious Moonlight w 1983 roku. O'Regan chciał w tym uczestniczyć. Kazano mu przygotować biznesplan. Jego pomysłem była książka, która dokumentowałaby Bowiego nie tylko jako wykonawcę, ale jako człowieka przeżywającego ważny moment w swojej karierze.

Pomysł spodobał się Bowiemu.

W rezultacie powstał Ricochet, zbudowany wokół trasy Serious Moonlight, największej w historii Bowiego, która obejmowała 99 koncertów w ponad 60 miastach. Fotografie O'Regana oferowały niezwykle intymne spojrzenie na życie w trasie z Bowiem, a zdjęcia zostały osobiście zatwierdzone przez samego Bowiego.

"To był pierwszy raz, kiedy się otworzył" - powiedział O'Regan. "Nie miał postaci. To był naprawdę on".

Ten dostęp oznaczał wspólne próby dźwiękowe, wspólne podróże, czekanie w pokojach hotelowych, obserwowanie zmian nastrojów i uczenie się, kiedy podejść blisko, a kiedy trzymać się z daleka. O'Regan opisuje atmosferę trasy jako rodzaj rodziny, z całym ciepłem, napięciem, nudą i presją, które się z tym wiążą.

Były też trudne momenty. Pewnego razu w Japonii Bowie zdenerwował się, ponieważ O'Regan nie uchwycił momentu przed drzwiami za kulisami, gdy fani czekali. O'Regan pamięta, że był zdenerwowany tą wymianą zdań, ale to, co zostało z nim na dłużej, to to, co wydarzyło się później.

Kiedy spotkali się ponownie w Australii, Bowie zaprosił go na piknik. Wynajął samochód, zorganizował jedzenie i zabrał małą grupę do rezerwatu przyrody.

"Nikt, z kim kiedykolwiek pracowałem, nigdy by tego nie zrobił" - powiedział O'Regan. "Taki był słodki i w głębi duszy normalny".

Tworzenie historii

Historie opowiadane przez O'Regana są pełne tych kontrastów. Bowie potrafił być wymagający, wymagający i czasami niecierpliwy, ale był też ciekawy, zabawny i chętny do współpracy. Chciał mieć oko O'Regana, a nie tylko jego posłuszeństwo.

Miało to znaczenie, ponieważ O'Regan pracował w erze przed cyfrowymi zabezpieczeniami. Film był drogi. Światło było trudne. Koncerty odbywały się szybko. Z tyłu kamery nie było ekranu, na którym można by sprawdzić, czy ujęcie się udało.

"Liczyło się każde ujęcie" - powiedział.

Kredyty: TPN; Autor: Kam Heskin;

Nauczył się przewidywać. Podniesiona ręka, obrót ciała, moment przed reakcją tłumu. Jedno z jego najbardziej uderzających zdjęć Bowiego zostało zrobione poprzez całkowitą zmianę perspektywy. Zamiast fotografować ze sceny i pozwolić publiczności zniknąć w tle, wspiął się na bok rusztowania, aby tłum wzniósł się za Bowie. Rezultat sprawił, że 65 000 osób wydawało się jeszcze większe.

"Wygląda jak milion" - powiedział.

Jego wspomnienia również umieszczają Bowiego w szerszej historii kultury. W Berlinie O'Regan udał się z Bowiem do jego dawnego mieszkania, a później do Hansa Studios, gdzie Bowie nagrał "Heroes". Spojrzeli w stronę muru berlińskiego, a następnie zeszli na dół, by zrobić zdjęcia obok niego. W tamtym czasie O'Regan nie miał pojęcia, że mur zostanie zburzony w ciągu 18 miesięcy.

"Nie wiesz, że to kawałek historii, kiedy się w niej znajdujesz" - powiedział.

To może być prawdziwa siła jego pracy. O'Regan fotografował ludzi, którzy byli sławni, ale robił to zanim wiele z tych chwil obrosło legendą. Ostatni koncert Freddiego Mercury'ego z Queen. Bowie w Berlinie. The Rolling Stones przed długą przerwą. Prywatne samoloty, pokoje hotelowe, garderoby, żarty, kłótnie i przerwy między występami.

Teraz, dekady później, te obrazy mają inną wagę. Niektórych artystów już nie ma. Niektórych chwil nie da się powtórzyć. Fotografie nie są produkowane ani rekonstruowane. Są dowodem na to, że tam byliśmy.

W In The Pink, otoczony wizerunkiem Bowiego w galerii z dala od stadionów i zakulisowych korytarzy, gdzie wiele z tych zdjęć się zaczęło, O'Regan wydawał się mniej zainteresowany mitem niż pamięcią.

Nie zamierzał zostać strażnikiem historii rocka. Chciał podróżować, fotografować artystów, których kochał i być wystarczająco blisko, aby zobaczyć to, czego inni nie mogli.

Rezultatem jest zbiór prac, które pokazują nie tylko Davida Bowiego jako ikonę, ale także Davida Bowiego pomiędzy ikonami. Na scenie, poza sceną, w ruchu, w myślach, a czasami w zwykłej ludzkiej życzliwości.