Malarstwo z pewnością nadal istnieje — i nie sądzę, by miało zniknąć — ale rzeźba, instalacja i performans zajmują coraz większą przestrzeń, zarówno fizyczną, jak i emocjonalną, na międzynarodowej scenie artystycznej.
Nie musisz już koniecznie stać przed dziełem sztuki.
Przechodzisz przez nie. Obchodzisz je dookoła. Słyszysz je. Porusza się. Zmienia się. Czasami czekasz, aż to się wydarzy.
A czasami to dzieje się z tobą.
W pawilonie belgijskim instalacja Miet Warlop „IT NEVER SSST” zamienia sam język w fizyczny materiał. Ogromne gipsowe słowa są przenoszone, podawane między performerami, wlecone, łamane i odtwarzane, podczas gdy muzycy i tancerze poruszają się po przestrzeni.
Oglądając to, zaczęłam zastanawiać się nad ewolucją języka: jak wymyślamy słowa, dziedziczymy je, błędnie je interpretujemy, niszczymy i w jakiś sposób wciąż poszukujemy nowych sposobów komunikacji.
Właśnie w tym tkwi ogromna siła spektaklu. Nie otrzymujesz wyjaśnienia jakiejś idei.
Obserwujesz, jak ta idea się urzeczywistnia.
Następnie pojawia się pawilon austriacki, gdzie „Seaworld Venice ” Florentiny Holzinger przenosi fizyczność na zupełnie nowy poziom.

Pawilon Krajów Nordyckich — Finlandia, Norwegia i Szwecja. Wystawa „How Many Angels Can Dance on the Head of a Pin?” łączy surrealistyczne rzeźby i instalacje autorstwa Klary Kristalovej, Benjamina Orlowa i Tori Wrånes, przekształcając pawilon w dziwny nordycki krajobraz, w którym formy ludzkie, zwierzęce i mityczne wydają się ze sobą zlewać.
Woda, ciała, maszyny, odpady i technologia stają się jednym ogromnym, niepokojącym systemem. A do tego dochodzi monumentalny dzwon wzorowany na kobiecym ciele — obraz, który jest jednocześnie piękny, dziwny i niepokojący.
Praca ta konfrontuje nas z naszym stosunkiem do wody, zanieczyszczenia, natury i technologii, ale nie zachęca grzecznie do refleksji nad ekologią z bezpiecznej odległości.
Konfrontuje cię z tym na skalę, której po prostu nie da się zignorować.
Temat środowiskowy, który w innym przypadku mógłby stać się kolejną statystyką, nagle nabiera ciężaru, dźwięku, ruchu i ludzkiego ciała.
W pawilonie Stanów Zjednoczonych wspaniałe biomorficzne rzeźby Almy Allen oferują inny rodzaj fizycznego spotkania.

Pawilon Wenecki — NOTE PERSISTENTI (Trwałe nuty) z udziałem włoskiego pianisty i kompozytora Dardusta. Wciągająca instalacja muzyczna, w której łączą się fortepian, dźwięk, wibracje, woda i architektura, przekształcając muzyczną tożsamość i pamięć Wenecji w fizyczne doświadczenie, które można usłyszeć, poczuć i odkrywać.
Niektóre z nich wznoszą się w pomieszczeniach tak spektakularnie, że wydaje się, jakby niemal naciskały na sufit.
Brąz. Meksykański onyks. Marmur. Kwarcyt. Trawertyn. Orzech.
Te solidne, niemal pierwotne materiały w jakiś sposób wydają się żywe. Brąz staje się niemal płynny; kamień wydaje się miękki.
A potem Japonia daje ci dziecko.
Dosłownie.
W pawilonie Japonii instalacja Ei Arakawa-Nash „Grass Babies, Moon Babies” zaprasza zwiedzających do przenoszenia jednej z 208 lalek niemowlęcych po wystawie, podczas gdy przestrzeń wypełniają odgłosy własnych bliźniaków artystki.
Można nawet zmienić pieluchę swojej lalce i odkryć kod QR, który prowadzi do wiersza.
To absurdalne, zabawne, nieco krępujące i nieoczekiwanie czułe — cudownie szalone doświadczenie związane z niemowlęciem.
Jednak dzieje się coś fascynującego. Ludzie zwalniają kroku. Nieznajomi uśmiechają się do siebie. Dorośli instynktownie zachowują się inaczej tylko dlatego, że niosą coś przypominającego dziecko.
Pod warstwą humoru kryją się pytania o troskę, rodzicielstwo, odpowiedzialność oraz o to, co jedno pokolenie pozostawia następnemu.
Te zupełnie różne pawilony łączy coś ważnego.
Wymagają one twojej fizycznej obecności.
Zdjęcie może oddać sylwetkę rzeźby Almy Allen, ale nie jest w stanie oddać jej ciężaru. Film nie jest w stanie w pełni odtworzyć napięcia występu rozgrywającego się kilka metrów od ciebie.
Instalacja ma skalę. Rzeźba ma ciężar. Spektakl ma czas.
Trzeba tam być.
I być może właśnie dlatego, nawet w czasach, gdy niemal każde dzieło sztuki z Wenecji może pojawić się na naszych telefonach w ciągu kilku sekund, podróżowanie w celu osobistego doświadczenia sztuki ma większe znaczenie niż kiedykolwiek.
Julia Gurchenkova, magister sztuk pięknych, jest artystką, kuratorką i twórczynią opowieści wizualnych z ponad 15-letnim doświadczeniem w międzynarodowej branży kreatywnej. Jako założycielka AAA i specjalna korespondentka gazety „The Portugal News” bada, w jaki sposób sztuka współczesna porusza się między rzeźbą, performansem, instalacją i nowymi formami doświadczenia.
Zobacz jej relacje z Wenecji na Instagramie @uolja.
Podpis pod zdjęciem głównym: Plac św. Marka po deszczu.







Follow us on social media